Cisza była
Poezye w nowym układzie. Tom VI, Przekłady
Cisza była i spokój. Myśliciel w zachwycieŚnił o wielkim dniu pracy społecznej, o świcie,Który słońcem ozłocić miał człowieka dolę...Świat odetchnął.— Wtem nagle, z płomieniem na czole,Z trąbą przy wzdętych ustach, wzeszłaś ty, o wojno,Depcąc ślady postępu stopą swoją zbrojną.
Na wyścig lecą ludy ogarnięte szałem,Ziemię poić krwią swoją i karmić ją ciałem...Na śmierć!... Straszliwe hasło bije w każde wrota,Oto idzie wezwany od pługu, od młota...To brat! Jemu się uścisk od ciebie należy,A ty podnosisz rękę do lontów moździerzy?
Wioski i miasta giną w płomiennych wybuchach...Kamienie nawet cierpią, cóż mówić o duchach?Oto na trupie ojca leży syn młodzieńczy,Przy zagasłem ognisku garstka sierot jęczy,
Bo te trupy wybladłe, te piersi strzaskaneMiały bijące serca — i były kochane!
Osłabła i zwątlona, zdeptana niegodnie,Wstań praco! Ty, genjuszu, rozpal swą pochodnię!Dzieła wasze rozpierzchłe, jako snop zszarpany...Lecz jakto!... Wszakże to był skarbiec układany,Całej ludzkiej rodzinie wspólny!O ślepoto!Burzyć własne swe mienie — jestże ludów cnotą?
O wojno! Na wspomnienie krzywd twoich bez miary,Budzi się nienawiści jad w sercach prastary.Ta ziemia, którą przejdziesz, zasiewa się ziarnemKainowego gniewu zatrutem i czarnem...A zwyciężony życie w jedną żądzę wciela,Aby z wnętrzności swoich mógł spłodzić mściciela!
Tak ród ludzki krwią płacąc odwetów dług staryJest drzewem, które traci corocznie konary...O wiosno! O ty jasne nowych wieków słońce!Komu oddasz swe soki i światło żywiące?Ten pień okaleczony, co się zwie ludzkościąNiema kwiatów, ni liści, on nie jest przyszłością!