Ostatni toast z Taunhausera
Poezye w nowym układzie. Tom VI, Przekłady
............Nam wnukom, dana w pieśni od starych, zeszłych lat,Niejedna wieść, co wskrzesza praojców naszych świat.Jak żyli, miłowali, mnożyli dobra plon,Jak wiedli sławne boje, jak druha czcili skon.
I z pieśnią do nas doszedł pobożny zwyczaj ten,Co dotąd wzrusza serca, jak piękny, złoty sen:Gdy brata nam miłego przychodzi w ziemię grześć,Spełniany bywa puhar, przez żywych — w zmarłych cześć.
Co myśli kto i czuje, to wszystko prawi z łzą,A potem wznosi czaszę, i w ciszy spełnia ją...Zbożnego przypomnienia nie przerwie głos, ni brzęk,A kto nam to przekazał, na wieki temu dzięk!
Nazwany »pomiłosnym« szedł toast z rąk do rąk,A ten kto pił, przysięgał braterstwo wszystkim w krąg.
A czy to złoty puhar, gliniany czyli dzban,Czy z rogu, czyli z drzewa, »milczącym« bywał zwan.
Ja, dziś ten zwyczaj święcąc, chcę wskrzesić wieków bieg,I wznoszę czarę wina, nalaną aż po brzeg,I piję »pomiłosne« w cześć tego, co mi byłI w pieśni i w marzeniach, i jest mi dotąd mił!
Lecz gdzież są towarzysze? Gdzie ten śpiewaczy cech,Co rozgrzmiał na stulecie ogromną pieśnią ech?Gdzie są rycerscy piewce? Gdzie skrzydła rwące w bój?Henryku Ofterdingen, gdzieś znalazł spokój swój?
O, gdybym tylko wiedział, jak pielgrzym czyniąc ślub,Z pątniczym szedłbym kijem, by twój nawiedzić grób,I róże bym tam szczepił, jeżeli nie ma róż,I złotem winem Renu polewał z złotych kruż!
Płomienne miałeś żądze, pierś pełną dumnych mar,Spaliło cię twe serce, twe serce i jego żar!Mierzyłeś lotem w słońce, jak orzeł, skalny król,A zaś poznałeś gorzko, że rozkosz — też jest ból!
A tak odszedłeś cichy w ostatni z śmiercią bój,W milczącej wiecznie nocy i ślad zaginął twój...Strzaskana tarcza twoja, zamilkła twoja pieśń,Lecz genjusz twój prześwieca przez starą ziemi pleśń.
Jak w wieczór, kiedy słońce z przed oczu znikło nam,A niebo całe płonie do widnokrężnych bramJasnością nieskończoną pośmiertnych jego łun,Tak po twym się zachodzie promieni blask twych strun!
Gdy w Wiedniu posłyszano ich czarodziejski śpiew,I grozą i zachwytem spłonęła w żyłach krew,Jak dzwony biły serca, jak z fali bił z nich szum,A jako wicher lasy, tak pieśń ruszyła tłum.
I w świat poleciał śpiew twój, a niósł go sławy końZwycięski, jak te woje, coś miecz im podał w dłoń...Nie zdradził cię z imienia, boś na czas ukrył je,Lecz dzisiaj w cześć twą piję, ty Nibelungów lwie!
Jak pięknie, jak bogato obdarza piewcę los!On stwarza, co w nim ducha olbrzymi budzi głos,Runiczną laską sięga piekła i nieba bram,Zaś między mar drużynę, w milczeniu schodzi sam.