Portret

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye w nowym układzie. Tom VI, Przekłady

Nie blask, nie zorza, — to był świt ten żmudnyDnia jesiennego, kiedy mgła perłowaPrzez pół odsłania świat, a przez pół chowa.Tak mi się obraz jej objawił cudny.

Nie śmiech, nie mowa, — to był szept zmącony,Jakobyś widział las wielki w przestworze,Bez tchu stojący, a nagle trąconySkrzydłem wichrowem, co zmieni go w morze.

Nie śmierć, nie życie — ale między niemiJakoweś chwianie głębokie i śmiałe,Szło bladem licem i usty drżącemi,I cień rzucało na czoło jej białe.

Nie maj, nie zima — dusza jej, jak łąka,Gdzie choćbyś w rosę patrzał przez dzień cały,Kwiat siedmiokraski tylko ujrzysz mały,A i ten jeszcze skrwawiony u pąka.