Kraków
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III
Hej! puszczę ja oczy daleko od siebie!Niech lecą, polecą, jak ptaki po niebie,Aż do tej krainy,Gdzie pada zmierzch sinyOd Karpat — ku starej kolebie! --
Tam Kraków siadł cichy, w głębokiej zadumie,Kto spojrzy — zapłacze — i smutek zrozumie...Jak duch nad mogiłą,Rozmyśla, co było —I tęskno mu w obcym dziś tłumie...
Ku niebu strzeliście, w poranne błękity,Podaje swych wieżyc krużganki i szczyty...I gra z nich hejnałyNa rozświt, na biały,Co wstaje rosami nakryty...
A góra tam stoi, co Wawel się zowie,I dźwiga pamiątki po starym Krakowie,Tam w grobach podziemnych,Wśród lochów tych ciemnychŚpią króle w koronach na głowie...
A Wisła tam szumi i prawi powieści —Wiatr kędyś od kopca Kościuszki szeleści —I kamień tam gadaI dziwy powiadaO dawnej wielkości i cześci. —
A kiedy się nocą gwar miasta uciszy,Ten, kto się zaduma — westchnienie posłyszy...To skarżą się groby —To murów żałoby —To przeszłość w mogile tak dyszy. —
Hej, czasy, wy czasy, hej, stare wy wieki,Płyniecie, jak woda tej Wisły, tej rzeki,Na morze, na sine,Na czarną głębinę —I tylko szum słychać daleki...