Na rozstaju
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III
Nie tego żal mi, com straciła w drodze,Lecz żal mi tego, czegom nie posiadła.A kiedy cicha w kraj zmierzchów odchodzę,Więcej mnie smęcą ulotne widziadłaSzczęścia, co nigdy mojemi nie były,Niż zostawione za sobą mogiły.
Bo dusza moja w swym wzlocie i pędzieW przyszłość podana jest skrzydłami obuI nie ku temu tchnie, co jest, lecz będzie,I nie chce płaczką żadnego być grobu,A choć minionych rzeczy jest pamiętną,Jutrzenne nosi i wschodowe piętno.
I nieraz bywa zadumana w sobieO świetle gwiazd tych, co się jeszcze ziemiNie tknęły, ani na smętnym tym globieOdbiły swemi strzałami złotemi,I myśli: Co też gwiazdy te oświecą,Gdy wieki miną, a blaski dolecą?
I o tych żniwach duma, o tych plonach,Których siewacze za pługiem upadliI nigdy na swych ojczystych zagonachNie zbiorą chleba i leżą wybladli,Z oczyma, które im wyjadła rosa,A nie zobaczą z swych siewów ni kłosa...
I o tych grodach, co będą dźwignięteZ głazów łamanych dziś pod ziemią twardo,I słyszy owe oskardy wyklęte,Owe kilofy walczące z pogardą,Co dobywają fundament budowy,Gdzie budowniczy nie skłoni swej głowy...
Ach, i o pieśni słowiczej, co wiosnąNie utuliła mnie w ciszy i w cieniu,O ustach, które pieszczotą miłosnąNie tknęły moich, i o tem pragnieniu,Które ugasić mogła kropla rosy,A i tej nawet nie dały niebiosy!