Nasza chata

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III

A kiedy patrzę na dach słomiany,Jak w przedwieczornej łunie się pali,Na te omszałe, żywiczne ściany

Pod jarzębiną, pełną korali;Kiedy nad dachem bocian klekota,A bór gdzieś szumi, a łąka rosi;Gdy z starej lipy pszczółeczka złota,Jak za Piastowych czasów, miód nosi;Kiedy pod dębem siądą ojcowie,Jak wiec prastary, niebem nakryty;Gdy dźwięk zamarły ozwie się w słowie,Gdy się zabielą siermiężne świty,Kiedy przy smolnym trzasku łuczywaWinie się nitka długa, ciągnionaZ lnów naszych białych, het, ot, jak żywa,Na czarodziejskie baśni wrzeciona —Wtedy mi duszę rzewność oblata,Czegoś mi tęskno i czegoś miło...I mówię sobie: Oto jest chata,Z której nam wyszło wszystko, co było!............A kiedy patrzę na dach słomiany,Jak w jutrzenkowe płoni się zorze,I widzę z berwion dębowych ściany,Którym czerw serca wygryźć nie może;Gdy siewacz rzuca wiosenne ziarno,Kiedy się runią ugor odziewa,Gdy lemiesz skibę odwala czarną,A oracz idzie i piosnkę śpiewa;Gdy się skowronek w polu rozdzwoni,Gdy na kurhanach zakwitną zioła,Kiedy szum cichy idzie po błoni,A dzwon wioskowy na pacierz woła;Gdy dziad bez nogi dziwy powiada,A dziatwa patrzy, a młodzież słucha,Czy konie zarżą, czy wiatr zagada,Czy pies zawietrzy blizkiego ducha;Kiedy na pole, pod ranne rosy,Kosiarze wyjdą a brzękną w kosyI kiedy razem całą gromadą

Z wielkim rozmachem łan zboża kładą —Wtedy nadzieja w pierś mi kołata,Dumka się rzewnie snuje a przędzie,I mówię sobie: Oto jest chata,Z której nam wyjdzie wszystko, co będzie!