Pod Beskidami

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III

Ani wy nie Tatry,Ani nie Karpaty,Ani po was sokół lata,Halny wiatr skrzydlaty.

Nie pasą was tęcze,Ni orłowe gniazda,Ani u was burza matka,Ani piorun gazda.

Nie sięgacie w chmuryCzołami z kamienia,Ani jasna wam siklawaPiersi ostrumienia.

Ale wy poklękłyNad to równe poleW szumach, w szeptach prapacierzaO chleb i o wolę...

Ale wy poklękłyPod świerkowym borem,Odziały się w maj nadzieiWiośnianym kolorem...

Ale wy poklękłyNa wiec i na radę,A nie macie dumnych wierchów,Lecz kmiecą gromadę.

Stary cmentarz — żalnik stary...Kto wie, jakiej to tam wiary!Swoją drogą krzyże stoją,A czerepy łzawnic — stroją.

Kwitnie lipa na mogile,Brzęczą pszczoły w złotym pyle,

Biorą miody przez stuleciaZ Piastowego prochów kmiecia...

Między tarnie, między głogiKamień leży w poprzek drogi,Na nim ryte błyskawicąŚwiatowida patrzy lico.

Jedno lico zadumaneW czarnych borów patrzy ścianę,Drugie lico piorunowe,Na Chrystusa patrzy głowę...

W kącie urna stoi siwa,Garść popiołów pleśń pokrywa;Księżyc płynie w złotej chmurze,Kładzie na nią białe róże.

Po cmentarzu starym chodzę,Zamyślona o tej drodze,Co nią idą ludy, wiekiW żalnik Boży gdzieś daleki...

Stary Beskid, sławny w świecieNa rubieży zuch,Stoi nocą na widecie,Ni to głaz, ni duch.

Stoi nocą w srebrnej zbroi,Borów zjeżył czub,Nawet czarta się nie boi,Taki jego ślub.

Księżycowy ryngraf świeci,Co go nie tnie wróg;Już go nosi od stuleci,Tak mu pomóż Bóg!

Niby husarz skrzydła bierze,Z tych orłowych piór;Jest sodalis, więc pacierzeZ nim do wtóru bór.

Hej, towarzysz to pancerny,Dzielny, śmiały ptak,Tej chorągwi starej wierny,Co jej nosi znak.

Stoi Beskid na granicy,Patrzy wzdłuż i wprzecz;W granitowej swej prawicyTrzyma rdzawy miecz.

Patrzy w Tatry i w Karpaty,Gdzie ma obóz swój,A gdy burza grzmi w harmaty,Pierwszy strzyma bój.

Czasem we mgłach się ukrywa,Jak w kapturze mnich,Aż rozbłyśnie jasność żywaW piorunowy sztych.

Na placówce żywot jego,Służba mu — ten kres;

Ni złe wichry go ubiegą,Ni przemoże bies.

Nocą ciemną, nocą głuchąW chmurze smętne dni;On ku ziemi chyli ucho,Czy gdzie tentent grzmi.

A gdy wiosna bije w dzwony,Huczą wody z Tatr,Wnet i jego szczyt omglonyZ chmur obmiata wiatr.

Aż gdy zorze lśnią zaranne,Gdy się budzi duch,Czci hejnałem Marję PannęStary Beskid zuch!

Sina woda z szumem płyniePo czarnym lesie,W cichych echach ku doliniePieśń starą niesie.

Stare pieśni leżą na dnieTej sinej wody,Uglądają, aż w nią padniePromień swobody.

Zdusiła je w dawne wiekiUroczna siłaI kamieniem na dno rzekiPieśni rzuciła.

Idą ojce, idą młodzi,Żegnają marę...Tak coś śpiewa, tak zawodzi,Jak w czasy stare.

I łza padnie tu niejednaZ drżącej powieki,I perłami świecą ze dnaPieśni tej rzeki.

Płyną wody z gór kobiercaW zachodnie zorze;Zamilkły tu ludzkie serca,Lecz pieśń — nie może.

Ty góro Maguro,Co stoisz w żałobie?Jeszcze pułki chorągwianeBorów twych przy tobie!

Co się chmurzysz mgłami,Co pochylasz czoła?Jeszcze echa otrębująHasła twe dokoła!

Jeszcze błyskawicaPali twoje wici,Jeszcze miody ci piastoweTa kraina syci.

Jeszcze ty tu paniNa twym majestacie,Jeszcze tka ten promień słońcaZłote ramy na cię.

Jeszcze ci jutrzenka,Świtem rozpłoniona,

Purpurowy płaszcz książęcyRzuca na ramiona.

Jeszcze miesiąc jasny,Zorze zachodoweTę książęcą czapkę srebrnąKładą ci na głowę.

Jeszcze u stóp twoichNizkie chaty klęczą,Jeszcze lenny miecz ci burzaPrzypasuje tęczą!