Rok stary

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III

Wszystkoś nam przyniósł, o roku miniony,Co czas tej smętnej ziemi przynieść może.Ranek twój wstawał różami spłoniony,Twe noce miały gwiaździste zasłonyI ciche zorze.

Nad głową twoją paliło się słońce,Lato szło w pole, na zbóż grając lutni,Miałeś skowronki nadzieją dzwoniące;Przecież, gdyś zwinął już skrzydeł swych końce,Odchodzim smutni.

Odchodzim smutni i patrzym po niebie,Gdzie lecisz w zmierzchy zachodu, jak ptacy,Jakbyśmy wiosny nie wzięli od ciebieI głodni byli po zbóż twoich chlebie,Po naszej pracy.

I tak się skarżym i tak nam sierocoI takie smętne podnoszą się głosy,Jakby nie było w twe ranki wstać po co,Jakbyś nie dawał cichego snu nocą,Ni gwiazd, ni rosy.

O, boś nie przyniósł tej żywej, tej wody,Co martwe serca pobudza do bicia,Boś nam nie przyniósł, o roku, pogody,Co w piękny owoc zamienia kwiat młody,Siły — ni życia!

Dziś w nowe brzaski i w nowych dni zorzeBez uniesienia patrzymy i wiary.I cóż — pytamy — ten rok przynieść możeTym, co w swej doli rozbitej amforzeKwas niosą stary?

Nie przeto jednak zapieram cię w pieśni,O złota jutrznio nad ziemią żałoby!Aleśmy słabi, znużeni, boleśni,Ale nam duchy przetrawia rdza pleśni,Wrastamy w groby.

Niechaj więc spojrzy na nas Bóg w błękicieI niech przypomni, żeśmy także syny!Niechaj nas ze snu przebudzi o świcie,Niech piersiom serca, a sercom da życie,A życiu — czyny!