W zielone
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III
Gra w »zielone« jest tak stara,Jak ludzkiego serca bicie...Zawsze jakaś młoda wiaraSnv goniąca po błękicie,Zawsze ufność w słońca śwityWskróś jesiennych dni zawieiPokazuje niespożyty,Wiecznie świeży — liść nadziei.
II.Zaczęło się to pewnego ranka...Każda sielankaChce wiosny, kwiecia, młodości i słońca.Lecz nim dobiegnie do końca,Umarłe róże zostawia za sobą,Mrokiem owiewa niebiosy,A sama idzie, okryta żałobą,Roniąc łzy rosy.Lecz jestże temu winną sielanka,Że nie trwa dłużej, niźli uśmiech doli...Zaczęło się to pewnego ranka,A jak noc — boli...
Ja sam nie wiem, jak to było...Rzęski miała opuszczone,Słońce w gaj nas zapędziłoI tak przyszła gra »w zielone«.
Lecz gdy miałem zerwać listek,Dla mnie jeden, dla niej drugi,Przebiegliśmy gaj ten wszystek,Jak szeroki i jak długi.
Tu, tam, słówko pocichutku,Blizko skroni skroń tętniąca,Dużo szczęścia, trochę smutku,Przebiegliśmy gaj do końca...
Niech kto przeczy, niech kto wierzy,Kłamać nie mam we zwyczaju:Ani jeden listek świeżyNie znalazł się w całym gaju!
Brzoza płacze, jak sierota,Wkoło malin bąk się kręci,W lipie brzęczy pszczoła złota,Sosna kole, jodła smęci...
I nie było innej radyWśród zieleni tej przeźrocza,Tylko wziąć ten listek blady,Co go miała u warkocza.
Czy w listku były uroki i dziwy,Czy w woni włosów, którą był przejęty:Wróciłem drżący, a razem szczęśliwyI ludziom błogi i sam sobie święty.
Każdego ranka, wesoła, jak ptaszę,Z piosenką biegła pytać o zielone...I wszystkie gaje były wtedy naszeI wszystkie pola i łąki zroszone...
Królową była zbudzoną z zieleniNadziei moich i mojej zadumy...Po świeże listki biegliśmy, wzruszeni,Pod szepty klonów i pod dębów szumy.
I jeden cień nam upadał na głowyI jednym zmierzchów objęci pierścieniem,Nagleśmy nasze zrywali rozmowyI stali — niemi, a głośni — milczeniem.
Dusza jej kwitła, jako polne kwiecie,W listeczki białe, w listeczki błękitne,Aż i ja, patrząc na wiosny to dziecię,Czułem, że kwitnę.
Opadł mi z czoła liść stary, zimowy,W piersiach skowronki miałem i słowiki,Majowych fletni wskróś serca i głowySzły mi muzyki...
Jako jedwabnik, osnułem się wszystekW zieleni gajów i w jaśminów woni,I był mi światem maleńki ten listek,Co drżał w jej dłoni.
Dzisiaj, nie pomnę już, o cośmy grali:Może o różę na samym rozkwicie,Może o płomień, co usta nam pali,
Może o gwiazdkę zgubioną w błękicie,Może o serce, a może — o życie...Tegośmy sobie nigdy nie wyznali,O cośmy grali.
I codzień cichszym pytała mnie głosemI co dnia głębiej źrenice spuszczonePromyk mi słońca rzucały ukosem,Kiedym jej moje pokazał »zielone...«Lecz jam był gotów w oboją iść stronę,Jaka na życie przypadnie mi losem,Za tym jej głosem.
Przegrać, czy wygrać — za jedno mi było,Bom wiedział, że już nic mi się nie zmieni,Żeśmy ku sobie porwani tą siłą,Co pąki pędzi z majowej zieleni,Srebrzy stokrocie i róże czerwieni...Przegrać, czy wygrać z tą moją, z tą miłą —Jedno mi było!
O słodkie usta, o spojrzeń pieszczoto,O słów szeptanych czarodziejska mocy!Dotąd ja widzę gwiazdę ową złotą,Co nam świeciła tej majowej nocy...Dotąd tą wonią fiołkową dyszę,Co z traw zroszonych biegła w nasze ślady...Dotąd zapadam w tę półsenną ciszęMroków, mdlejących nad łąki i sady...Dotąd ów listek, wyjęty z warkocza,Do serca tulę rękoma obiema...Dotąd drżą w gaju słoneczne przeźrocza,Dotąd jest wiosna...A ciebie już niema!...
Pomiędzy ludźmi cichy teraz chodzę,Nie wiem, czy stoi czas, czyli też bieży...I wszędzie, zawsze mam na swojej drodzeJeden liść zwiędły i jeden grób świeży.
Grób — z szczęścia mego wyrósł i z kochaniaI zamknął wszystko, czem mi serce żyło,I dziś mi sobą świat cały zasłaniaI duszy mojej jest cichą mogiłą...
Lato po lecie i wiosna po wiośnieIdę tam marzyć i tęsknić w tę stronę,A brzoza biała, na grobie co rośnie,Szeptem mię pyta o moje »zielone«.