Barcajuolo

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Kolczyk w uchu, tęga mina,Łódka »Maria« lub »Cecchina«,Jaskółeczka tyla, tycia...Aby sposób mieć do życia!

— Jak ją dawno ma, to ptaszę?— A, ot, tam »bambino« nasze,Z śniadem ciałkiem, z złotem okiem,Będzie od niej młodsze rokiem.

Rok bo cały musiał zbierać,Tak i owak głód przymierać,Żeby gość ten mały przecieMógł pojawić się na świecie...

Dał Bóg syna, da na syna!Łódka drobna, jak łupina,Jaskółeczka tyla, tycia...Aby sposób mieć do życia!

Jak się żenił? — Ot, z kochania!Z plusku wiosła, z fali grania,Z żarów słońca, z szumów morza...Co i mówić?... Wola Boża!

Dziś ma kogo straszyć w burzę,Ma z kim siąść na starym murze,Chybać w łodzi, wśród pian śniegu,Coś własnego ma na brzegu.

— Czy wybierał? — Ot, dziewczynaKażda »Maria« lub »Cecchina«,Jak ta łódka tyla, tycia...Aby sposób mieć do życia!

Czarnych oczu dość na »molo«;Chusty piorą, ryby solą,Każda słońcem podsmalona...Co wybierać?... Aby żona!

— Czy zarabia? — Jak Bóg zdarzy!Żona to tam gospodarzy,Skąpa... grosza nie uroni...Lecz jest dość na »maccaroni«.

W po-klasztornym izba gmachu,Winogrady zamiast dachu,Zamiast okna — jasność słońca,A próg — biały od miesiąca.

Jedna, druga szklanka wina,Łódka drobna, jak łupina,Jaskółeczka tyla, tycia,Aby sposób mieć do życia!

— Gdzie już pływał?... San Gennaro!...W jedną stronę do Vivaro,

W drugą stronę do Vervece,Het, precz, jak ten lazur ciecze...

Morze zna, jak duszę własną!Ale że mu trochę ciasno,Bo gdzie tylko wzrok zamierzy,Tam o niebo się uderzy.

Dookoła przestrzeń sina,Łódka »Maria« lub »Cecchina«,Jaskółeczka tyla, tycia...Aby sposób mieć do życia!

— Co też widział? — Długoby toCzerpać morze w srebrne sito...Długo byłoby powiadać...Gdzie? Już trudno i poskładać!

A wszak z ojcem stali wartąU Gran Scoglio i u QuartoW nawałnicę tę wiośnianą,Gdy odpływał »'lCapitano«

Dzieckiem był, lecz dobrze pomni!Ludzie byli to ogromni,Widni oczom przez lat tyle,W piorunowym złotym pyle.

A tę rękę jak pamięta!Ku Sycylji wyciągnięta,Pod tą zmokłą burką starąTak świeciła, jakby »faro«.

Więc puścili ludzie wiosła,Bo łódź sama się z nim niosła,Sama ziemia wtedy grzmiała,Morze samo biło w działa!

Taka była już godzina!Dziś co? — Łódka, jak łupina,Jaskółeczka tyla, tycia...Aby sposób mieć do życia!

— Co już widział?... Świecie! Świecie!Widział nocą srebrne siecie,Co miesięczną się pogodąSame ciągną popod wodą...

Widział, jak się tam u »Foce«Wichrem w żaglach bies szamocze,Jak rogami wiry kręci,Gdy Jan święty morze święci...

Utopione widział głowy,Jak je zjada żwir surowy,Jak nad niemi huczy morze...— Tfu! Źle gadać o tej porze!

Brzeg daleko, wiosło — trzcina,Łódka drobna, jak łupina,Jaskółeczka tyla, tycia...Aby sposób mieć do życia!