Cisza wielka i szeroka... (II)
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV
Cisza wielka i szeroka,Wiosło nawet nie zapluska...Na granacie morskiej toniDrży miesięczna, srebrna łuska.
Lekki powiew żagle wzdyma,Nad rybaczą barką czarną;Głębią idą ważne burtyI brózdami blaski garną.
W barce stoi Miran stary,Z Sarajewa lulkę paliI trójzębny oścień wznosiI uderza nim skróś fali.
Gdzie uderzy oścień w morze,Tam się rdzawa plama czyniSkróś miesięcznej srebrnej łuskiNa ogromnej wód pustyni.
Plusk tam nagły i drgający,Gdzie uderzy oścień w morze;Coś zawrzało — i znów ciszaI znów brózdy barka porze.
A na stromym, skalnym brzeguDobra gospa ma, Regina,Zapaloną trzyma żagiew,Od iskrzastych blasków sina.
Gdzie zaświeci snop iskrzasty,Tam uderza oścień nagle,A plam rdzawych rosną kręgi,A dech nocy wzdyma żagle.
A dech nocy toń kołysze,Grają blasków jasne szkliwa;Brózdy światła garnąc, barkaDrży i targa się, jak żywa.
O ty Hero, ty Leandrze,O ty paro greckich dzieci,Patrz, co można czynić w nocy,Kiedy miesiąc cicho świeci!
O ty Hero, ty Leandrze,Z mórz Egejskich wypłyń fali;Patrz, co można czynić w nocy,Kiedy ławą tunka wali!