Cisza wielka i szeroka... (II)

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Cisza wielka i szeroka,Wiosło nawet nie zapluska...Na granacie morskiej toniDrży miesięczna, srebrna łuska.

Lekki powiew żagle wzdyma,Nad rybaczą barką czarną;Głębią idą ważne burtyI brózdami blaski garną.

W barce stoi Miran stary,Z Sarajewa lulkę paliI trójzębny oścień wznosiI uderza nim skróś fali.

Gdzie uderzy oścień w morze,Tam się rdzawa plama czyniSkróś miesięcznej srebrnej łuskiNa ogromnej wód pustyni.

Plusk tam nagły i drgający,Gdzie uderzy oścień w morze;Coś zawrzało — i znów ciszaI znów brózdy barka porze.

A na stromym, skalnym brzeguDobra gospa ma, Regina,Zapaloną trzyma żagiew,Od iskrzastych blasków sina.

Gdzie zaświeci snop iskrzasty,Tam uderza oścień nagle,A plam rdzawych rosną kręgi,A dech nocy wzdyma żagle.

A dech nocy toń kołysze,Grają blasków jasne szkliwa;Brózdy światła garnąc, barkaDrży i targa się, jak żywa.

O ty Hero, ty Leandrze,O ty paro greckich dzieci,Patrz, co można czynić w nocy,Kiedy miesiąc cicho świeci!

O ty Hero, ty Leandrze,Z mórz Egejskich wypłyń fali;Patrz, co można czynić w nocy,Kiedy ławą tunka wali!