Czy to była wizja życia

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Czy to była wizja życia,Czy gra tylko wyobraźni?— Rozwiąż, dobra gospo moja,Tę zagadkę, co mnie draźni! —

Ale gospa nie ma czasu,Bo od rana już zaczynaNa tej mojej srebrnej ławceTrzepać ślubną suknię syna.

Syn — ten w sukni się nie ostałAni z kości, ani z ducha...— Na trjesteńskim gdzieś jarmarkuPorwała go zawierucha.

Na trjesteńskim gdzieś jarmarkuSerc junaczych dużo ginie...— Tam tańcuje u hecarzyPanna w cudnej pantominie...

Trzy dni tylko mu już brakłoDo małżeńskich świętych znaków,A poleciał, jak ten wicher,Za wędrownych szlakiem ptaków...

A poleciał, jak ta burza,Czarną świecę sobie złamał...

— Nie, nie mogę, matko miła,Nie, nie mogę, bobym kłamał! —

Gorzko płacze dobra gospaTej największej serca straty,Tych rozwianych ideałów,Trzepiąc ślubne syna szaty.

Płyną bujnie łzy rzęsistePo zoranej, śniadej twarzy;Coraz silniej trzepie suknieZgubionego u hecarzy.

I dziwaczną swoją powieśćTo urywa, to zaczyna...Z ideałem się rozstała,Lecz nie może z suknią syna.

Lecą pyłki drobne, świetne,Tańczą w słońca rannym blasku,A od gór gdzieś echa bijąNi to śmiechu, ni poklasku...

Lecą, tańczą pyłki świetneNa słonecznej złotej liniePantominę ideałuMnie i gospie mej, Reginie.