Faun pijany
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV
Rozpasał biodra i na pustej łagwiLegł — wina syty.Zmrużonem okiem, jak płomieniem żagwi,Mierząc w błękity.
Pijany?... Gdzie tam! On tylko z dna czaryDobył odwagiTwarzą w twarz spojrzeć na Olimp, tak stary,Tak pusty, nagi! —
Leży i patrzy. Na twarzy mu siadaŚmiech mądry, cichy...A śmiech ten Olimp w atomy rozkłada,W pył zmienia lichy.
Bluźni?... Niech Zeus zachowa wysoki!On tylko rękiPrzepysznym ruchem wystawił w obłokiPalec maleńki.
Maleńki palec Fauna!... Gdzie są bogiWieczyste, którePrzed palcem Fauna bladnęłyby z trwogi,Kryły się w chmurę?...
Tak w Arystyda atrium legł wspaniały,Nagością hardy,I patrzył w Olimp, a lica mu grałyUśmiechem wzgardy.............
Strzeż się! Grzmi Zeus!... Już boki wulkanuPiorunem porze....Już odegrzmiały, u nóg leżąc panu,Ziemia i morze.
Już z żył praświata krew ognia wytryska,War bucha siny...Chybło się morze i leci z łożyskaNa port Resiny...
Już śmierć poszczuła, co było żyjące,Przemściwą ręką...Już psy podziemne zawyły na słońceCzarną paszczęką...
Już pędzą z hukiem Hadesu trzy rzekiNa sień Arysta...Już gród Herkula zalewa na wiekiPowódź ognista.............
Lat dwa tysiące przegrzmiało po świeciePomsty tej echem,A Faun, jak leżał, tak leży na grzbiecie,Patrząc z uśmiechem.
I w bronz zaczerniał i twardszy od spiżyW tym śmierci boju,W wiecznej się piękna zataił paiży,W piękna spokoju.
I wyszedł z otchłań, gdy czas mu domierzyLat dwa tysiące,A jak przed wieki, z uśmiechem znów leżyI patrzy w słońce.
A jak przed wieki, drzemiące wśród chwałyDraźni niebiany,Wytknąwszy w błękit ten palec swój mały,Faun pijany.