»Madonna del cardellino«
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV
Więc idąc z synem w zachodu czas,W oblaski mżące,Na polnym głazie przysiadła raz,Na kwietnej łące.
A iżby bliższy synaczek byłTej świętej ziemi,Z kolan go puszcza w podolny pyłStopki bosemi.
I zagrał szumem srebrzystym łanNa traw cytarze,I przyniósł dziecku pastuszek JanSzczygliki w darze.
I pstre się piórka w zachodzie lśniąI złotem kraszą,A chłopię wznosi rączynę swąNad główką ptaszą.
I patrzy w dal gdzieś, patrzy wzwyżW bożej wszechwiedzyI rzecze: »Oto stanie mój krzyżNa polnej miedzy...
Stanie wśród olchów, wśród kalin gron,W zaraniu złotem,I ośpiewany będzie krzyż onPtasim szczebiotem.
I stanie krzyż mój wśród cichych siół,Na dróg rozstaju,
I skłoni brzoza ponad nim w dółGałązki w maju.
I ofiarowan będzie mój bólZa wszystkie oneW ziemi tej smętnej, wpośród tych pólGniazda zburzone...
I ofiarowan będę ja samW polu czerwonemZa rzesze ptasze, pobite tamJastrzębim szponem.
I koronowan będę ja — król,Ciernia koronąZa rzesz skowrończych krzywdę i ból,Za pieśń zduszoną...
I wydam pot mój i wydam łzy,I krew położęZa te ptaszęta, co je wichr złyPoniósł za morze.
I stanie nad mym krzyżem na znakTęsknoty gwiazda,Żeby mógł znaleźć tułaczy ptakDrogę do gniazda«. —
I słucha matka, i schyla skrońW smętnej zadumie,A hejnał cichy gra kwietna błońW wiosennym szumie.