W mojej małej, nizkiej izbie... (III)

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

W mojej małej, nizkiej izbieZwierciadlana szyba stoi;Lecz Jelica twarz odwraca:Tak się spojrzeć na nią boi.

I u proga cicho staje,Prosta, smukła, gibka, bosa,Ozłocona promieniami,Które jasna sieje kosa.

I ukrywa rzęsą oczyI wyciąga ręce z dzbanem,By swej krasy nie obaczyćW tem przeźroczu zwierciadlanem.

Tutaj dziewki patrzą śmiało,Czasem która wprost junaczy...Lecz ona jest z Veglii rodemI wie dobrze, co to znaczy!

Bo na Veglii wiedzą ludzie,Co przeklęte, a co boże...Że zwierciadło szatan zrobił,Kiedy Pan Bóg stworzył morze.

Bo na Veglii wiedzą ludzieOd małości, gdzie! — od tyla,Że z zwierciadła czart do dziewczątW różny sposób się przymila.

Bo na Veglii wiedzą ludzie,Że się morze za to gniewa,Kiedy w inne gdzie zwierciadłoOprócz jego patrzy dziewa.

Przed latami od WenetówPrzypłynęli raz kramarze,I kto kupił sznurek pereł,Zwierciadełko dostał w darze.

I nie wiedzieć, jaka biedaByłaby stąd, chowaj Boże!Ale starzy je potłukliI cisnęli het na morze.

Więc na Veglii wczesnym świtem,Nim wypije słonko rosę,Nad zatokę biegną dziewkiSplatać długą, jasną kosę...

I do ślubu wianek z rutyW tem zwierciadle kładą bożem;I w dziewiczy wieczór płaczą,Nad ogromnem siedząc morzem.

I odwraca się, spłoniona,I ust świeże drżą granaty,A ja czuję wiew poezjiOd tej wyspy, od jej chaty.

A ja czuję wiew poezji,Jak nim morze z Veglii dmucha,I w zwierciedle słów tych prostychWidzę wieczne piękno ducha.