Z mojej małej, nizkiej izby

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Z mojej małej, nizkiej izbyCherso widać z czubem w śniegu,Jak na pełnem morzu stoi,Odepchnięte precz od brzegu.

Śniegi bielą się na ChersoW księżycowych, jasnych świtach,Gdy Medei szaty białeSrebrem wloką się po szczytach.

Lecz gdy na wschód zapatrzona,W łzach tęsknoty rąk załamie,Śnieżne szczyty stoją wtedyW jutrzenkowej, złotej lamie.

Aż z pod serca jej uderzyObrażonej krwi purpura,A w szkarłatnych łunach zorzyStaje wtedy cała góra.

Lecz gdy targa włos z rozpaczą,Po ramionach gdy go puści,Na modrawą białość śniegówCień się rzuca z wód czeluści...

Nagle z klątwą pięść zaciśnie,Okrzyk pomsty rzuci w szale...Morze wtedy rwie się, wyje,Z hukiem biją czarne fale.

Gospa krzyż na czole znaczy.— Niech przeminie ta zła siła! —Ona wie, że tu MedeaNa tem Cherso niegdyś żyła...

Że ten cały wysep skalnyPrecz od siebie ziemia pchnęła,Gdy ta pani ręce myłaOd krwawego swego dzieła.