Memu miastu

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom V

Wychowałeś ty mnie, grodzie,Na swym chlebie, na swej wodzie,Na tym chlebie z piołunami,Na tej wodzie z memi łzami.

Wychowałeś ty mnie twardo,Z myślą smętną, z duszą hardą,Z żarem w piersi, z łzą w źrenicy,Na zadumie, na tęsknicy.

Nie słowika wykarmiłyMiody twoje i kołacze,Lecz zuzulę u mogiły,Co pod chmurnem niebem płacze.

Nie wyrosłam tobie kwiatem,Nie zabłysłam ci, jak gwiazda;Lecz tułaczo poszłam światemZ sierocego mego gniazda.

Słałabym ci teraz wieściZ dalekiego kraju ducha,Lecz za wiele w nich boleściI noc wkoło nazbyt głucha!

Szumią fale starej Prosny,Co rwie brzegi każdej wiosny;Kipi serce krwią ostatniąZa tą stroną, za tą bratnią!

W mrokach stoją stare mury,Nad murami idą chmury;Ach, daremnie, ach, bez końcaJa i ty czekamy słońca!

Obesłałabym cię różą,Białą różą i liliją;Ale stoję tu pod burzą,Ale wokół wichry wyją...

Wyją wichry, idą tucze,Górą słychać wrzaski krucze,A tam nizko, a tam w dole,Step mogilny, głuche pole...

Bogdaj my się z sobą byliNie żegnali na rozstaju!Ptak, co puści się w złej chwili,Nie powraca już z wyraju.

Może jeszcze kiedyś przeciePrzełamię się z tobą chlebem;Może usnę tak, jak dziecię,Na twem łonie, pod twem niebem.

Szykujże mi tam gospodęI dom cichy między swemi;Na niewielką mą urodęDość-ci będzie garści ziemi!