Si quis dixerit
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom V
Rzekłby kto:— Pójdę do Ojca mojego,Który jest w niebie...I szukać będę w tęskności mej TegoKtóry jest w niebie...Jak ptak, ulecę bezdrożnym błękitem,Ducha się mego sterując rozświtem,Poniosę skrzydła za słońcem ukrytem,Które jest w niebie!— Dróg mi deptanych przez ludzi nie trzeba,Ni przewodnika, ni uczuć tłomacza.Ja do mojego sam trafić chcę nieba,Bóg zna mą słabość, On mi ją przebacza...Zaliż nad człeka człek świętszym się mniema?— Est anathema! —
I rzekłby który:— Myśl puszczę na zwiady,Przez dzieła boże...Ducha mojego wypalę wskróś ślady,
Przez dzieła boże...Nie chcę dla źrenic ułudnej opaski,Choćby mi oczy wytlały w dnia blaski.Światło chcę zdobyć, nie z cudzej mieć łaski,Na dzieła boże!Cześć Stwórcy oddam nie ślepym podziwemRaba, zgiętego pod jarzmo, co boli,Ale natchnieniem ogromnem i żywem,Lecz hołdem własnej, swobodnej mej woli.Prawdę chcę ująć rękoma obiema!...— Est anathema. —
A zaśby rzekł kto:— Zbuduję świątynięW prawdzie i w duchu...Niepojętemu ołtarze uczynięW prawdzie i w duchu...I padnie na nie wieczysta poświataKrólestwa, które nie z tego jest świata,I miłą będzie ta Bogu objataW prawdzie i w duchu!A wy, co kupczyć świętością umiecie,Baczcie! Czas idzie, gdy w swoim kościeleChrystus bicz wzniesie i kram wasz wymiecie,Siły i potęg doczesnych czciciele.Duch a świat — dwoje: przymierza w nich niema!— Est anathema. —
Rzym.