Z głazu na głaz
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom V
Z głazu na głaz, stanęłam na wiązaniu kruchem,Co dzień od nocy dzieli i od śmierci życie,Nad ogromnym spienionej przepaści wybuchem...Pode mną huk i mrocznych skrzydeł nocy bicie.
Przez mchowych gobelinów wilgotne poszycieOtchłań warczy i wstrząsa, jak brytan, łańcuchem...U stóp moich jej piany, jej gniewy, jej wycie...Depcę je, chłoszczę wzrokiem... Jestem tylko — duchem.
Z głazu na głaz, zstąpiłam pod wściekłym nawałemWód, pędzących na głowę i mnie i otchłani,Ogłuszona dział śmierci stukrotnym wystrzałem.
I nagle ptaszym piórkiem uczułam się małem,Daleko uniesionym od cichej przystani,I drżąc, zakryłam oczy... Byłam tylko — ciałem.