Na pięćdziesięciolecie Adama Pługa
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII
Kiedy spojrzę po łanie starej naszej niwy,Zawsze cię widzę w pracy, Pługu nasz poczciwy!A czyli zorza gaśnie, czyli dzień się bieli,Duch boży wodzi ciebie, wspart na twej grządzieli...
Pługu nasz, w tobie obca nie postała skaza!Całyś jest z borów Litwy i z Litwy żelaza...Los-kołodziej ku naszej zdziałał cię potrzebie,Gdy skowronki najgłośniej śpiewały w podniebie,Gdy na całym obszarze odwiecznych ziem WilnaSzła orka po nowinach szeroka a pilna,Gdy bratersko do siebie hukali rataje,Tu jeden, owdzie drugi, a trzeci — o staje...I kiedy o tem tylko gwarzono na dziale,Jak siać ziarno, by siewu nie skradli Moskale!
Lecz kołodziej całego nie zrządzi sam pługa,On płozę tylko, grządziel i słupiec zastruga;Więc z litewskiej zagrody, udziałan w połowie,Pod młot szedłeś, a byłeś okuty w Kijowie,A tak się kowal tęgo na ciebie zamierzył,Że choć cię miał skończonym, raz jeszcze uderzył.Dźwiękło, jak dzwon, twe serce... jak dzwon pogrzebowy...
Tedy zdjął cię z kowadła i byłeś gotowy,I mógł już Duch na tobie położyć swe dłonie,I tak na dziale pracy stanąłeś w Koronie.
Odtąd — aż przez pół wieku — twój lemiesz się złoci,Słonecznym klinem w rolę idąc na nowoci,I podbiera w rodzajne, poziome płaszczyznyNajżmudniejsze, najtwardsze ugory ojczyzny.Za lemieszem — krój idzie, podany ukośnie,Jak promień światła, ciepłem bijący o wiośnie,W zamarzłe, skrzepłe pola; i ostry — jak noże,Z góry w głąb, aż do serca na wskroś, ziemię porze.Zaczem tak podkrojoną skibę odkładnica,Jak śruba, dźwiga, z ziemi surowej wychwycą,Odkrywa roli świeże i rodzajne trzewyI skibę w bok odkłada pod Ducha posiewy.
Za skibą ileż razy kość sucha się bieliTych, co padli, a pola porzucić nie chcieli!Ileż razy skarb złoty odkryłeś dla braciNa ugornej i w znoju oranej pustaci!Ileż razy twój jasny lemiesz i twe krojePot czoła twego zrosił, zrosiły łzy twoje...Przecieś nigdy nie szukał spoczynku i chłodu,Gdy w znoju wodził ciebie Duch twego narodu!I tę jedną tu tylko przyganę ci zrobię,Żeś większą skibę braciom, a mniejszą kładł — sobie.
Pługu nasz! Jakże świecisz nad tą mroczną niwą!Tyś zawsze równo orał, choć insi szli — krzywo...Pod sznur prawdy twój zagon wyciągał się prosty...Choć pnie były w karczunku, a w ugorach osty.Insi orali w kabłąk, albo w gęsie szyje:Tyś szedł, jak idzie strzała, w cel jasny gdy bije,Wprost do granicznych kopców tej ziemi i nieba...A kiedy zaś nawracać już było ci trzeba,
Ty, korzyści i kresów ojczystych nie syty,Worywałeś się dla nas aż Bogu w błękity,Zajmując krojem lazur, choć skibę... pół skiby...A Bóg oczy odwracał, nie patrzał się niby...Takeś nieba przyczyniał i modrych obszarówDla Polski! To jedyny był, Pługu, twój narów.
Odwracajźe nam ducha bezchlebie — na nice...Oboruj nasze serca i nasze granice...Kładź skiby połoźyste, zniżone ku braci,A zaś na sztorc je stawiaj od wrogów połaci!Oboruj widniejący z ojczystego działuSzlak miłości, szlak zgody i szlak ideału,Znacz miedzę, którą dzisiaj zaraszczają chwasty:— Tam — Moskal; tu — Jagiełły były, były Piasty.I doczekaj tej chwili, o Pługu nasz drogi,Gdy kontrowers zaboru oddadzą nam wrogi!