Po odwiedzeniu kościoła jubileuszowego w Rzymie
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII
Ojcowie Zmartwychwstańcy, to wy, siedząc w Rzymie,Daliście, by wam Polski wymazano imięZ tego różańca ludów, co świeci u czołaStawianego pomnikiem papiestwu kościoła?Daliście z tego fryza, z marmurów tych ściany,Gdzie miejsce ma swe schyzma, mają luterany,
Męczennicę tę Bożą i tę Pańską świętąWytrącić z pośród ludów, jak gdyby wyklętą!Wobec wieków, co wchodzić będą w te podcienia,Wyście dali ją zatrzeć aż do jej imienia?Żaden okrzyk protestu, choć was jest tak wiela,Nie padł z piersi kapłana ni obywatela!...Żaden jęk nie uleciał przed Boże ołtarze! —Więc wy nie Zmartwychwstańcy może, lecz — grabarze.Jakże wam już daleką jest ta Polska droga,Jak wy się ojczystego już wyparli proga,Jak wy nie pamiętacie młodości swej hasła,Jak w was miłość do kraju do iskry wygasła,Żeście nie poszli, prochem posypawszy głowy,Boso, w pielgrzymich szatach, aż przed tron Piotrowy,Aby się ująć z płaczem za matką skrzywdzoną,Której pól i zagonów karmiło was łono!...A jeśli dla łez waszych nie było posłuchu,Jakżeście już zmarnieli, zbiednieli na duchu,Jak wam serca grobową zarosły już pleśnią,Żeście nie wyszli z Rzymu z chorągwią i pieśnią,Od której w świecie całym zabrzmiałyby echa,Z starą »Bogarodzicą« świętego Wojciecha,I z tym krzyżem, gdzie krwawią Chrystusowe rany,Wy, Kościół wojujący i prześladowany?...Bijcie, dzwony! niech słyszą u Wilna i Grodna,Że Polska z wiarą swoją stać tutaj niegodna,Że Moskwa plac ten wzięła, gdzie wam miejsce było,Że gwałtowniej tu jeszcze i z większą tu siłąStrącają nas w umarłych milczenie i ciszę,Niż ten car, co się dotąd królem polskim pisze!...Bijcie, dzwony! niech słyszy męczone Podlasie,Że żaden pasterz trzody tu swojej nie pasie,Że nad nami złamano tu już świecę czarną,Żeśmy srebrnikiem padli i owcą ofiarną,
Że my nie Kościół Rzymski i nie Apostolski,Że się nas tu zaparto, że tu niema Polski!O, czemuż my Henryka nie mieli na tronie,Jak Anglja, co dziś świeci w tej ludów koronie?Czemuż my nie zdeptali papieskiej ustawy,Jak zrobił żonobójca i kacerz ten krwawy?Czemuż my razem z Lutrem nie poszli przed wiekiPrzed bramą Wittemberską młot podać i ćwieki,Gdy tezy swe przybijał, z Kościołem skłócony,Odrywając od Rzymu wyznawców miljony,I bullę z nim papieską na stos rzucać w dymie?— Jak Niemcy mielibyśmy dziś tutaj swe imię!Ale my zawsze stali po Kościoła stronie,Żołnierz wiary w Jagiełłów chadzał nam koronie,My miecza dobywali, jak Piotr, ile razyMalchus jaki pięść podniósł dla Rzymu obrazy,My dali Kościołowi wyznawców, a świętePieśni nasze to skrzydła wiary wniebowzięte!Wieszcze nasi trzymali górnie lirę swojąI szli w grób pełni wiary, iż opoką stoją!Chat naszych i pól naszych męka strzegła Boża,A jako Jan, chrzciliśmy od morza do morza.Kośćmi wyznawców znacząc dla kruków noclegi,Nieśliśmy krzyż łaciński przez Sybiru śniegi;Dla szatanów mieliśmy szkaplerz i różaniec,Nas, za wiarę poległych — pod niebo jest szaniec!My daliśmy kapłanów, co jak w czasy owePrześladowań, katakomb, mordy Neronowe,Cierpią kaźń za włożony chrzest na głowę dziatek,Za Hostji konającym podany opłatek!A dziś, choć się już bramy zamknęły błękitów,Wśród wieńca palm męczeńskich my mamy Unitów;
Krzywdzeni, zapomnieni, ostatni grosz dajem,Za Rzymem tak tęsknimy, jak za własnym krajem!»Rzym!... z Rzymu!...« gdy za polskie przeleci gdzie ściany,To jak gdybyś relikwiarz podniósł poświęcany!Rzym — to druga ojczyzna, i lepsza, bo z ducha!Dzwonią w Rzymie — to Polska na kolanach słucha!Papież, Kościół Chrystusów i tron Apostolski —To nasze Sanctissimum i prawie król Polski!Kiedy się chwiała nawa, przez wieki miotanaI szło Królestwo Ducha i wielki dzień Jana,Poeta szable polskie oglądał w widzeniu,Jak mury pękające w Piotrowem sklepieniuNad białym starcem, gdy go wszyscy opuścili,Same jedne trzymały w wielkiej sądu chwili!O, wstań ty znieważony, ty duchu dziejowy!Odwołaj odsiecz Wiednia i bój Częstochowy!Odwołaj Bar i Chocim i prochy te stareBohaterów rzuć na wiatr, co legli za wiarę!Wiej, wietrze, ponieś wieści w Nerczyńskie kopalnie,Że Moskwa święci z Rzymem jedność tryumfalnie!Wiej, wietrze, ponieś wieści w pustynnych tajg noce,Że domu już nie mamy, co stał na opoce!Że nie piekła, lecz Kremla przemogły nas bramy,Że się przedmurzem wiary zwać nadal nie mamy,Że nic tu po nas dzisiaj; tak chce pan Izwolski,Tak chce car... i z Kościoła znikło imię Polski!A ty, ludu, co padasz skrwawionem kolanemW gruzach świątyń, rozbitych kozackim taranem,Co w piwnicznych podziemiach masz dziś swe kościoły,A w Orenburskich stepach swoje apostoły,
Ludu unicki, co pierś pod bagnet MoskalaDajesz, gdy się po rzymsku modlić nie pozwala,Co w śmiertelnych momentach, wśród ruin swych dymu,Pytasz: »A Rzym... a Papież? czy widzi nas z Rzymu?«Ludu, co idziesz, pędzon, gdzie Ural, gdzie Wołga,Za jeden rzymski pacierz — niech się już nie czołgaTwa dusza u tych progów! Tu nie masz obrony!Tu jesteś cudzy, obcy, tu jesteś wzgardzony!Apelujże ty odtąd do Chrystusa Pana,Bo tylko z nieba męka twoja jest widziana!Ojcowie Zmartwychwstańcy! łez pełen i sromuPowraca pielgrzym z Rzymu do Polski, do domu,I nie będzie śmiał mówić, co widział z tej pychyArcydzieł marmurowych, lecz siądzie sam cichy,I skrywszy twarz swą w dłonie, on będzie się modlił,Aby duch mu wybielał, co się tu upodlił!I strząśnie szaty, rzymskim posypane pyłem,A będą pytać: Byłeś? — odpowie: Nie byłem!Bo serceby mu pękło od własnych słów brzmienia,Gdyby rzekł: »W Rzymie Polski już niema imienia!«Ośmioro błogosławieństw tak z Rzymu dziś dzwoni:Błogosławieni krwawej, a orężnej dłoni,Którzy miecza ucisku nie zdejmują z brusa,Bo tym dany na piersi będzie znak Chrystusa;Błogosławieni kupcy, którzy złoto liczą,Bo ci ziemię, krwią świętych zlaną, odziedziczą;Błogosławieni pyszni, potężni mocarze,Bo tym w świątyniach Pańskich zbudują ołtarze;Błogosławieni wszyscy, co podnieśli głowyNad nędzę ubogiego i nad starość wdowy;Błogosławieni, którzy obalają krzyże,Którzy kapłanów Pańskich trzymają w jasyrze;Błogosławieni, którzy panują nad światem,Tych Następca Chrystusa opowie się bratem.Błogosławieni wiary świętej krzywdziciele,Bo ich imiona będą wyryte w Kościele.
Bij jeszcze, bij, godzino, aż dobijesz czasu,Rośnijcie jeszcze, drzewa krzyżowego lasu;Cierp jeszcze, Zbawicielu, kupczących w świątyni,Aż się zorze zapali i dzień Twój uczyni!Niechaj ręka przemocy męczeńską kość miota,Gdzie lud Twój ukrzyżowan, gdzie Twoja Golgota!Niech kapłan z Heljodorem co zburzył ołtarze,Wiąże sojusz — anioły niech wygnać rozkaże,Niech siądzie nasycony i chwałą i siłąZiemską — nad wielką cichych i słabych mogiłą!Przyjdzie czas, kiedy Chrystus zliczy swą owczarnięI Polskę umęczoną litośnie przygarnie,I z krzyża cierniowego, gdzie jęczy, zraniona,Dobry Pasterz ją dźwignie na swoje ramiona;Przyjdzie czas, gdy skinieniem jutrzennej swej dłoni,Przed jastrzębiem skowronki pól swoich ochroni,A na szalę, co dziś drży, w błękity wzniesiona,Pobitych i maluczkich położy imionaI ciszę ukojenia nad światem uczyni —Lecz wtedy już nie będzie znaku z tej świątyni!
Rzym, kwiecień 1896 r.