Przygrywka

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII

............Kto z nas, o bracia, ma dzisiaj tę wiarę,Co z grobów prochy wywołuje stareI kształt im daje i tchem je obdziela,Jako w widzeniu sądnem Ezechiela?

Kto z nas jest godzien tknąć całun, co leżyNa wielkiej trumnie umarłej przeszłości?Kto z nas tak kocha i kto z nas tak wierzy,By na głos jego ruszyły się kości?

Dzieci my słabe — rozbiegłe po ziemiZa mamidłami, za blaski płonnemi,A wielkie głosy, co idą z prawieka,Są nam jak echo, gdy z wiatrem ucieka.

Niema słuchaczy i niema pieśniarzyZe łzami w oczach, z płomieniem na twarzy,I ziemia dzisiaj w zachwycie nie słuchaPrzelotu skrzydeł natchnienia i ducha.

Nikt już na klęczkach swej lutni nie stroi,Nikt z nas nie chodzi w anielskich piór zbroi;Głos, rozłamany na klątwy i jęki,Hymnów nie wyda, lecz marne piosenki.

Wy chyba jeszcze, prastarych puszcz drzewa,Słyszycie wielką pieśń, gdy burza śpiewa!Wy chyba jeszcze, śnieżyste gór szczyty,Orlemi loty bijecie w błękity!

Do was się, do was przygarnąć nam trzeba,By wzlecieć bliżej wieczności i nieba,Do was się pierśmi przytulić drżącemi,Wy — harfy wieczne, wy — wieczna pieśń ziemi!............

Nędzaż to nasza, czy wina, o Panie,Że nasze hymny to jęk dziś i łkanie,Że nasze pieśni to martwe wyrazy,Że nasze serca — to próchna, lub głazy?

Nędzaż to nasza, o Panie, czy wina,Że się pierś nasza popielić zaczyna,Że dzieci nasze odstały myślamiOd wielkich ojców?......Miej litość nad nami!

Miej litość! Odważ na sądnej Twej szaliŁzy te i krew tę, któreśmy przelali...Odważ te ciężkie ogniwa łańcucha,Któremi skuto i ciało i ducha!

My niewolniki... O, zmiłuj się, Panie!Sto lat czekamy na trzecie zaranie,W którem odwalon głaz będzie grobowy...I nie! — I zawsze też same okowy...

Sto lat czekamy, aż grom się sprzymierzyZ przekleństwem starców, z męczeństwem młodzieży,Aż Chrystus światu w piorunach ukaże,Jak się z mogiły podnoszą Łazarze!...

I nic! — I zawsze skrwawiony szmat kiruWieje nam w oczy z chmurnego Sybiru,Zawsze ten podmuch lodowej zawieiMrozi w nas życie — do rdzenia nadziei!

Więc gdyś uderzył tak, że pękły duchy,Gdyś nas wypalił ogniami posuchy,Gdyś nam roztrzaskał i serca i lutnie,Za winę nie licz, że milczym tak smutnie!............O moja Litwo! O moja Korono!O Rusi, która już nie jesteś świętą!Wolność wam głosu i dech wam odjęto,I duszę waszą zgwałcono!

O Wilno stare! Koronna Warszawo!O ty, co w Dnieprze łzy topisz, Kijowie!Gdzie wasze Orły? Gdzie Pogoń za sławą?Gdzie wasza dzielność i zdrowie?

Mdleje rozdarta pierś mego narodu,Bez hostji ducha bratniego podziału,I serca mdleją wśród chłodu i głodu,Bez jutra, bez ideału...

I jedna tylko tożsamość niedoliŁączy je dzisiaj w posępnem ich biciu...To, co nas dręczy, i to, co nas boli,Jest spójnią w gasnącem życiu.............O moja Litwo! O moja Korono!Rusi, która już nie jesteś świętą!Uderz w swą lirę spękaną, zgwałconą,I płacz — gdy pieśń ci odjęto!