Przygrywka 2

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII

Jeśli my dotąd na harfę DerwidaRąk swoich z pieśnią nie kładli i z łzami,Przed narodami!

Bo my w niej więcej strun mieli i tonuDo pieśni mocnych, budzących z snu ducha,Niż ten król-ślepiec, ten śpiewak przedskonu,Co go śmierć słucha...

Bo my w niej mieli nie białą ofiarę,Siostrę gołębi, lecących w błękity,Lecz matkę martwą, lecz wolność i wiaręI lud zabity!

Na piersi nasze nie wonne warkoczeZ harfianej skrzyni sypały się złotem,Lecz ziemia czarna, co łzami chlupoczeI krwią i potem.

Nie listki róży, nie mglista biel szatyPowiały na nas z dębowej tej truny,Lecz duch narodu, porwany na szmaty,Ale całuny!

Nie smętna białość umarłej dziewczyny,Lecz śnieżne w oczach rozbłysły nam pola,Gdzie w tajg sybirskich zapada zmierzch sinyLudu niewola...

A struny nasze — stuletnie kajdany,A pieśni nasze — krzyk więźnia bez siły,Echo — jęk, z głębin kopalni przywiany,Chór nasz — mogiły.

Z taką my harfą, pieśniarze boleści,Stańmy przed światem w krzywd naszych ucisku;Niech brzękną struny, niech buchną z nas pieśniW piorunów błysku!

Niech wiedzą ludy, że rdza też przeżarłaSłowicze tony, co brzmiały tam wiośnie,Że z ściśniętego obrożą nam garłaJęk tylko rośnie!

Weselnych pieniów męczeństwu nie trzeba...Zgrzyt niechaj struny Derwida zatarga!Od ziemi grobów niech bije do niebaProtest i skarga!