W wagonie (Konopnicka)

Maria Konopnicka (1842–1910)

Wóz nasz, czarny wąż skrzydlaty,W arlezjańską wpadł kotlinę,Na zachodnie łuny rzucaDymów swoich pióra sine.

Barbentany wieża staraStrojną w blanki dźwiga głowę,Cyprysowych kolumn rzędyStoją proste i surowe.

Na szerokich tłach błękitu,Skróś przejrzystych pól winnicyBez szelestu ciche stoją,Strzegąc jakiejś tajemnicy.

W prowansalskim ciemnym płaszczuWprost mnie siedzi mniszka blada,Prowansalski kaptur ciemnyNa jej piękne czoło spada.

Dawno wiosna jej minęła,Ale twarz ta pełna ciszy,Niby mistrza obraz dawny,Nieprzemiennym czarem dyszy.

Na kolanach obie ręce,W fałdach płaszcza świecą blado,Długie rzęsy na jej licoBłękitnawe cienie kładą.

Jakaś smętność i zadumaSłodki owal twarzy mroczy,Gdy podnosi na mnie zwolnaSwe głębokie, czarne oczy.

— Skąd ty jesteś, cicha pani,Tych cyprysów siostro święta,W prowansalski płaszcz twój ciemnyI w zadumę owinięta?

Skąd ty jesteś, taka smętna,Tak przejrzyście księżycowa?Niechaj wzrok twój choć przemówi,Jeśli nie chcą mówić słowa!

— Z Aigues-Mortes jesteś? — Tak, na Boga!Wszak skąd inąd być nie mogąTak śmiertelnie smutne oczy,Z taką w licu ciszą błogą!

— Z Aigues-Mortes jesteś? — Z tej krainy,Gdzie nie kwitną wiosny kwiaty,Od kiedy w niej Ludwik świętyOdbił z krzyżem na krucjaty.

— A Aigues-Mortes? — Skąd się morze chmurneZ gniewem cofa wśród fal bicia,

W tej kamiennej GalateiNie zdoławszy zbudzić życia?...

— Tak, skądinąd być nie możesz,Tylko z martwych tych wybrzeży,Gdzie na każdem żywem sercuJakiś głaz mogilny leży...

Gdzie ni szczęścia, ani klęskiGrom nie bije w złotej chmurze,Gdzie się w ciszy osypująNiezerwane życia róże...

— Choćbyś nawet nic nie rzekła,Sama byłabym odgadła,Że ty jesteś z krain śmierci,Gdzie twa cudna twarz tak zbladła.

— I kto jesteś, też ci powiem:Dusza moja cię pamiętaZ jakiejś starej, starej księgi...Ty Teresa jesteś święta!

Nie zaprzeczaj mi uśmiechem,W którym długa tęskność taje...

Ty Teresa jesteś święta,Z starej księgi cię poznaję!

Takie same czarne oczy,Takaż wązka brew ściągniętaI tak samo siedzisz prosta,W ciemny płaszcz twój owinięta!

Takie same szczupłe dłonie,Załamane długie palce,Taka sama w twarzy ciszaPo śmiertelnej życia walce...

...Gasną zorze, gwiazdy wschodzą,Po winnicach pachną rosy...Wskróś oliwnych gajów słyszęSzept gorącej twojej Glosy.

Arles 1893.