— Wiecie co chłopcy? — rzekł raz Antoś, — przebierzemy się w niedzielę, każdy za co innego. Dopieroż to będzie zabawa! — A dobrze! — krzyknęli chłopcy. — Przebierzmy się! — No to i my także! — zawołały dziewczynki. — Co myślicie chłopcy? — rzekł Feliś — mają się dziewczynki przebierać, czy nie? — A niech się przebierają! — Cóż to one gorszego od nas! — zawołał Karolek. — I owszem. Będą tańce. — Tylko jakby się to przebrać? — zapytał Staś i zamyślił się bardzo. — O, wielkie rzeczy! Jest też nad czem myśleć. Ja się przebiorę za górala, bo mam siekierkę, co mi ją ojciec w Zakopanem kupił. Wezmę serdaczek ślicznie wyszywany, na nogi zawiążę kierpcie, takie chodaki z długiemi rzemieniami, spodeńki obcisłe sukienne, pięknie na bokach czerwonym sznurkiem wyszywane, pas szeroki skórzany, ćwieczkami nabijany; gunię na to taką jak noszą druciarze, torbę skórzaną przez plecy i kapelusz opasany taśmą, muszelkami naszytą. A co? Niepięknie to będzie? A teraz jeszcze siekierka! — No to ja się przebiorę za góralkę! — zawołała Józia. — Wezmę buciki żółte safianowe, spódniczkę modrą, serdaczek ślicznie wyszyty, do koszuli wstążkę czerwoną, warkocze zaplotę gładziutko i białą chusteczkę zawiążę na głowę. — To będziesz musiała owsiane placki piec! — żartował z Zosi Michaś. — Bo tam taka bieda, że chleba prawie nie jedzą. — A nie! Bo mój góral naostrzy kosę i pójdzie w doliny żyto kosić i zarobi dużo pieniędzy i będziemy mieli chleb biały, aha! — Kiedy tak — zawołał Janek — to ja się przebiorę za Krakowiaka. Wezmę kamizelę zapinaną pięknie na guziczki, szarawary w paski niebieskie i białe, wstążkę będę miał u kołnierza czerwoną, na to kerezya granatowa z peleryną ślicznie złotem, srebrem wyszywaną, pas szeroki skórzany, na nim kółek siedmdziesiąt; te będą brząkały, gdzie się tylko ruszę, u pasa kozik na rzemyku, u butów podkówki, co z nich tylko iskry będą leciały, jak sobie w tańcu przytupnę. Na głowie biała czapeczka z pawiem piórkiem i czarnym barankiem — i co mi kto zrobi? Tu ujął się Janek pod boki i zaczął śpiewać:
Hanusi zaświeciły oczki. — Mój Janku! mój złoty! prosiła brata, to ja będę krakowianką! Spódniczkę wezmę niebieską, galonem i wstążkami naszytą, gorsecik czerwony sznureczkiem złotym sznurowany, u rękawów i u szyi wstążki śliczne, w warkoczach kwiatki, pończoszki białe, trzewiczki z klamerkami, fartuszek także biały. — No dobrze! — zawołał Janek! — Ale mi się wyucz różnych krakowiaków, żebym za ciebie wstydu nie miał. — Już się ty nie bój! — odrzekła rezolutnie Hanusia. — Ja tam — powiedział Ignaś, — przebiorę się za Podlasiaka. Włożę sukmankę kasztanowatą z wełny takich burych owiec, w domu utkaną, czerwonym sznurkiem po bokach i u kołnierza i u mankietów wyszytą, wezmę buty z podkówkami albo skórznie wiązane rzemieniem na szarawary płócienne białe, wezmę czapkę z siwym barankiem — i już. — To tam wcale strój nie osobliwy! — zawołał Piotruś. — Miałeś też co wymyśleć! — A wcale że nie — broniła Ignasia Julka. — Właśnie, że ładny strój! Ja sama przebiorę się za Podlasiankę, spódniczkę wezmę płócienną w drobne kwiateczki, fartuch biały, na to kaftan taki biały za kolana, co się nazywa parcianką, głowę okręcę białą zawijką, kwiateczek za nią zatknę czerwony, na nogi chodaczki czerwone, albo trzewiczki — i zobaczycie jak mi w tem będzie ładnie. — No, zobaczymy! — odrzekł z niedowierzaniem Piotruś. — A ja tymczasem będę sobie mazur. Sukmanę wezmę granatową z czerwonemi wyłogami, pod nią kamizelę zieloną, opasaną wełnianym czerwonym pasem, kapelusz z wstążką granatową i tak będę śpiewał:
Świecą się na mnie prześliczne szaty, Koszuleczka drelichowa Właśnie jakby muślinkowa,
— No to ja tak samo się ubiorę jak ty, — rzekł Pawełek — i będę Łęczycak. — A nie! — zaprzeczył Staś — bo Łęczycaki noszą wyższe kapelusze i jaśniejsze kamizele bez rękawów i mają szarawary z wełniaka w paski czerwone albo modre. — A ja co będę? — zapytała Kazia.Kazia, — łęczycanka, czy mazurka? — Możesz sobie być albo taką, albo taką, jak chcesz. — No to ja chcę być mazurką. Wezmę spódniczkę różową, fartuch w kwiatki wstążką wiązany, na to kaftan granatowy sukienny, na guziczki zapinany, pięknie z tyłu fałdowany, z kołnierzem wykładanym i wyłogami czerwonemi, taki kaftan, co to się nazywa „przyjaciółka“... — A to zabawne! — przerwała Mania. — A na głowie — kończyła Kasia — będę miała chusteczkę związaną, a za nią zatknięty kwiatek. — A o mnie toście zapomnieli! — zawołał płaczliwie Józio. — Już się dla mnie nic nie zostało! Wszystkoście sobie zabrali! Jacy mądrzy! — Ale gdzież tam! Ale nie! — bronili się chłopcy. — Możesz przecie być kujawiakiem, rzekł Michaś. — A jakże ja się przebiorę? — A wstyd! — zawołała Rózia, — żeby taki duży chłopiec nie wiedział, jak się kujawiacy ubierają! — A wstyd — zawołały inne dzieci. Zaczerwienił się Józio, a Janek tak mówił. — Weźmiesz na siebie długi kaftan sukienny, na trzy rzędy świecących guziczków zapinany, na to pas bawełniany amarantowy; weźmiesz potem sukmanę modrą z wyłogami i podszewką też amarantową. Weźmiesz kapelusz słomiany z młodego żyta pleciony, opaszesz modrą wstążką i będziesz taki kujawiak, że aż miło! — A ja z tobą do pary! — zawołała Rózia. — Spódniczkę wezmę niebieską, suto fałdowaną, u dołu samego czerwoną wstążką obszytą, gorset też niebieski na hafteczki zapisany, kołnierz od koszuli pięknie wyłożony, a na to długi kaftan sukienny granatowy. Na głowie zawiążę dużą chustkę, trzewiczki włożę płytkie, w ręku będąbędę trzymała chusteczkę białą i pęczek bożego drzewka, nasturcyi i pachnącej mięty. — Fiu! Fiu!... — zagwizdał Ignaś! — A ja się przebiorę za Hiszpana! — wyrwał się Henryś z kąta. — A to my się z tobą nie będziemy bawili, — zawołał Staś, — bo my będziemy wszyscy tutejsi! To my tam Hiszpana nie potrzebujemy. — Tak! tak! — krzyknęły dzieci! — My będziemy wszyscy swojacy! Henryś zawstydził się mocno.