Nagrobek Urszulki — Rozdział VI

Mieczysław Hartleb (1895–1935)

Czasie, pożądnej ojcze niepamięci..................Zgoj smutne serce, a ten żal surowyWybij mi z głowy.

Nieszczęściu kwoli, a swojej żałości,Która mię prawie przejmuje do kości,Lutnią i wdzięczny rym porzucić muszę...

Żywem? czy mię sen obłudny frasuje,Który kościanym oknem wylatuje,A ludzkie myśli tym i owym bawiCo błąd na jawi?

Czasie, pożądnej ojcze niepamięci,W co ani rozum ani trafią święci,Zgoj serce smutne, a ten żal surowyWybij mi z głowy.

Lubo wstając gore jaśnie,Lubo padnąc słońce gaśnie,Mnie jednako serce boli,A nigdy się nie utoli................Oczu nigdy nie osuszęI tak wiecznie płakać muszę...

Pańska ręka mię dotknęła,...............Muszę płakać, o mój Boże,Kto się przed Tobą skryć może?

...Pan, który gdzie tknąć widzi,A z przestrogi ludzkiej szydzi,Zadał mi raz tym znaczniejszy,Czymem już był bezpieczniejszy.

A rozum, który w swobodzieUmiał mówić o przygodzie,Dziś ledwe sam wie o sobie:Tak mię podparł w mej chorobie.

Oczu nigdy nie osuszę,I tak wiecznie płakać muszę..............Bo mając zranioną duszę,Rad i nierad płakać muszę..............A ja zatym łzy niech leję,Bom stracił wszytkę nadzieję,By mię rozum miał ratować...

Kiedyby kogo Bóg był swemi słowyUpewnił, że miał czasu wszelakiegoStrzec od złych przygód jego biednej głowy,

Miałby przyczynę żałować się swegoNieszczęścia, płacząc, że mu się nie stałoDosyć tak zacnej obietnicy jego.

Ale, że Bogu z nami się nie zdałoTak postępować, próżno narzekamy,Że się co przeciw myśli nam przydało.....................

Płacz albo nie płacz, z drogi swej nie zidzieBoskie przejźrzenie...

Zaż to, że źle dziś, ma źle być i potym?Jedenże to Bóg, co i chmury zbiera,I co rozświeca niebo słońcem złotym.

Próżne nasze staranieNa wieczne Boskie zdanie,Co Bóg rzekł, to tak będzie,Człowiek tego nie zbędzie.

A cokolwiek czynimyI cokolwiek cierpimy,Wszytko pochodzi z nieba,W tym nam wątpić nie trzeba.

Pierwszy dzień dał każdemuI ostatni, a k’ swemuKońcowi wszyscy idziem,Skąd już nazad nie przydziem..................Co raz Bóg przejźrzał, to już być musi,A o to człowiek próżno się kusi,Aby nawiętsze jego staranieMogło zatrzymać to wieczne zdanie:

Wszytko na świecie idzie swym pędem,Nie omylnością, abo za błędem,A co z przyczyny wieczej zstępuje,Tego i sam Bóg nierad hamuje.

Ed al Signor ch’ i’ adoro e chi’ ringrazio,Che pur col ciglio il ciel governa e folce,Torno stanco di viver, non che sazio.

Omai son stanco, e mia vita riprendoDi tanto error, che di virtute il semeHa quasi spento; e le mie parti estreme,Alto Dio, a te devotamente rendo,Pentito e tristo de’ miei si spesi anni...

I’ vo piangendo i miei passati tempiI quai posi in amar cosa mortale,Senza levarmi a volo, avend’io l’alePer dar forse di me non bassi esempi.

Tu, che vedi i miei mali indegni ed empi,Re dei delo invisibile, immortale,Soccorri all’ alma disviata e frale,E ’l suo difetto di tua grazia adempi;

Si che, s’ io vissi in guerra ed in tempesta,Mora in pace ed in porto; e se la stanzaFu vana, almen sia la partita onesta.A quel poco di viver che m’ avanzaEd al morir degni esser tua man presta.Tu sai ben che ’n altrui non ho speranza.

Tu, che vedi i miei mali indegni ed empi,Re del cielo, invisibile, immortale...

My nieposłuszne, Panie, dzieci twoje,W szczęśliwe czasy swojeRzadko Cię wspominamy,Tylko rozkoszy zwykłych używamy...

Zgubisz nas prędko, wiekuisty Panie,Jeśli nad nami stanieTwa ciężka Boska ręka;Sama niełaska jest nam sroga męka.Ale od wieku Twoja lutość słynie,A pierwej świat zaginie,Niż Ty wzgardzisz pokornym,Chocia był długo przeciw Tobie spornym.

Wielkie przed Tobą są występy moje,Lecz miłosierdzie TwojePrzewyższa wszytki złości,Użyj dziś, Panie, nademną litości!