Cisza (Romanowski, 1913)

Mieczysław Romanowski (1833–1863)

Hej, życia! hej, ognia! bo duszno nam tak —I wszystkie się drogi krzyżują nam wspak —I myśl nam odbiega daleko... do nieba...A jej tu na ziemi, na ziemi potrzeba!

Patrzajcie! tam orzeł, król ptaków i skał,Opuścił swe skrzydła, jak gdyby w dzień spał —Hej, orle do lotu! tam słońce twe świeci!...Królowi bo duszno, znużony — nie wzleci.

Znużony? Wszak dawno nie puszczał się w lot,Ni wicher mu szumiał, ni śpiewał mu grzmot;Dlaczegoż król ptaków wędrówki nie waży?...Oh! duszno mu w świecie, o niebie król marzy.

Przeklęte marzenia! tak ciężą jak głaz,Że śmiały latawiec spoczywa jak płaz,I szpony zatępił, trzymając się drzewa...I już się nie ocknie — aż grom mu zaśpiewa.

Tam nawa na morzu spoczywa śród fal,Choć żagle przy maszcie, nie może iść w dal,I sternik oparty oczyma powodzi:Czy słońce czerwono na wiatry zachodzi?

Nie! patrzcie! w różowy roztapia się świtI księżyc powolnie wypływa na szczyt,A sternik przeklina i niebo i morze:Do lądu chce płynąć, przez ciszę nie może.

On błaga o wiatry; te milczą, te śpią.Dłoń chwyta za wiosła, za słabo ach! prą;I z wiatrem leniwym gdy próżno spoczywa,To sternik z rozpaczy pioruny wyzywa.

Tu rolnik swe ziarno porzuca wśród skib,I pełen nadziei już czeka na chleb;Ziarenko już zeszło, już kwiat się uśmiecha,Lecz w skwarze bez deszczów więdnieje, usycha!

A rolnik wieczorem zadumany stał:Czy słońce nie zajdzie na deszcze za wał?Lecz słońce pogodnie przygasać zaczyna —A rolnik i niebo i słońce przeklina.

I wyszedł na pole: zniszczenia tu kraj,Zeschnięte źdźbła sterczą, gdzie kwitnął tak maj!Zapłakał boleśnie, żal serce porywa, —A rolnik nie deszczu, lecz burzy wyzywa.

Śpiewaku! tyś burzę zażegnać chciał precz.Patrz! cisza nie wiedzie do celu — lecz wstecz!Bo prawa odwieczne istnieją w naturze,Że w życiu naprzemian są cisze i burze...

Szaleniec, kto zaraz po burzy chce burz,Bo w sercu swem własnem utopił by nóż...Lecz kiedy skwar kwiaty do grobu już nagnie —To chyba dziecina piorunów nie pragnie!

1854.