Nowa znajomość (Romanowski, 1913)
Stałem w jasne zapatrzony zorze,We wieczorną Karpat aureolę.Cisza była na polach i w borze,W mojem łonie przycichały bole;Zapomnienia tknięte ręką białą,Serce z niebem i ziemią się zlało.
Ciche lilie, zdobiące strumienie,Woń z mych marzeń wzięły i śnieg biały.Smutek duszy wzięły borów cienie,Fale pieśni moje powtarzały;Do stóp mi się kłoniąc po kolei,W smutne pieśni lały dźwięk nadziei.
Więc po gwiazdach rzuciłem oczyma,Po świecącej niebieskiej krainie,Tak przez morza błądzi wzrok pielgrzyma,
Nim korabiem z zatoki wypłynie,Nim porzuci ziemię, ojców domy...Tam, za morzem, kraj dlań nieznajomy.
I zbliżyła się do mnie dziewica,W czystej bieli, z zadumanym wzrokiem.Jak posągi greckie miała lica,Szła poważnie, w myśleniu głębokiem;Szła i postać nachyliwszy wiotką:„Jam śmierć twoja“ — rzekła do mnie słodko.
„Lewą ręką serce uśpię twoje,Jako matka usypia dziecinę;Prawą oczu przysłonię ci dwoje,Skrzydła duszy wolno ci rozwinę,I ulecisz od bolów jak płomieńW światło, w życie wieczne — nowy promień. “
„Niegdyś — rzekłem — niegdyś mi wróżono,Że mą duszę weźmiesz z pola chwały.Jeszcze nieba gromami nie płoną;Czekaj jeszcze, piękny cieniu biały,I na polu bitwy o mnie spytaj.Teraz — nowa znajoma mi — witaj!“
Stała milcząc, a nad nami w górzeZ za obłoku księżyc się wyłonił.Do pół skronią oparty na chmurze,Na tę białą łzy promienne ronił,Na jej uśmiech senny, na spojrzenia —I odeszła mówiąc; „Do widzenia!“
1858.