Spotkanie (Romanowski, 1913)

Mieczysław Romanowski (1833–1863)

Czem jesteś śmierci? snem ty, czy nicestwem?Rok w rok w twe ręce kłonią się miliony,Noc tajemnicza nad twojem królestwem.Tam idą, z tamtej nikt nie wraca strony,Nikt jednej wieści nie poda o tobie;Lud myśli, żeś ty snem znużonych w grobie.

Czemkolwiek jesteś, zawsze ręką twojąPrzynosisz pokój dla znękanej głowy.Jużeś od dawna towarzyszką moją,W bólu dziwnemi cieszącą mię słowy:Czasem się jawisz piękna, zadumana,Iż, patrząc, myślę, żeś aniołem Pana.

Razem cię widział jak dziewicę grecką,Idącą ku mnie z ciszą i powagą,Los mi był wtedy serce zwiódł zdradzieckoI wbił w nie rozpacz — życia prawdę nagą;Tyś przyszła — z świętem słowem pocieszenia,A kiedym powstał — rzekłaś! „Do widzenia“.

Z czemże dziś? co mi niesiesz, zadumana?Znów smutnem męztwem przychodzisz mię zbroić;O senna! jeśliś posłanniczką Pana,To wiesz, czem wrzące serce uspokoić.Jeśli chcesz? zgaś je — znasz jego cierpienia...Ty idziesz — i znów smutno — „Do widzenia“.

O, do widzenia na polach!... Stój chwilę!Prawdaż w twem słowie? mnogoż dni ubieży?Gorące serce złud doznało tyle,Że nawet, śmierci! tobie już nie wierzy;A tak wierzyło niegdyś w dziwy jasne,Gdy ziemię w blaski ubierało krasne.

Idź a pamiętaj! Lecz jeśli w proch runieWszystko — i jeśli przyszłość znowu skłamie,Wtedy przyjdź do mnie w grobowym całunieNaga, i podaj znużonemu ramię,Bym poszedł z tobą pod cmentarne drzewaZ pieśnią, jak łabędź, co konając śpiewa.

Bo co mi tu trwać? czy żebym się skarżył?Posępne skargi nucić jam za dumny:Kto raz się orłem pod błękitem ważył,Ten z góry może wpaść tylko do trumny,

Temu nie wolno z gadem siąść przy stoleI pić — i czarą koić wielkie bole.

Nie! ty mię weźmiesz stąd! — duch roztęskniony —Pójdę za tobą szybko od niewoli,A ty mnie prowadź w jakie zechcesz strony,Ku posępniejszej, czy ku lepszej doli,I wszystko przyjmę i nie będę skarżył,Szczęśliw, żem orłem do końca się ważył.

Jeśli utonę z tobą wśród promieniZ tęsknotą moją, co jako mgła ranna,Wstająca z naszych jezior i strumieni,Wstanie i Bogu zmieni w płacz Hosanna,Jeśli aniołów i świętych śpiewaniePrzemieni nagle w srebrne łzy i łkanie,

Wonczas rozkaże Bóg, niech mię wygonią —Smutnego ducha — z niebios, gdzie brzmi chwała,I nad ojczystą utkwić każe błonią,Nad ziemią, w której żałość we mnie wrzała.Skłonię się Bogu za wyrok — duch lotny —I nad ojczyzną pójdę tkwić samotny.

Tam będę uczył płaczu — chmurki białe,Śpiewaków pieśni — tęsknych szumów boru,Aż się roztęsknią pokolenia całe,I będzie rzadki śmiech — na kształt upioru;............................