Z nocy (Romanowski, 1913)
Spojrzałem w słońce, w niebo, — tam głucho,Jako w sklepionym grobowca lochu,Gdzie promyk lampy wystrzela suchoNad rozsypaną przygarścią prochu;I duch ponury powrócił w siebie,Żywota nie było w niebie! —
Więc w świat, w świat czynów, rzuciłem ducha,We stuwiekową pracę człowieka.O! i tu straszno, — i tu noc głucha!Zorza poranku — ach! tak daleka.Z szczytów w przepaście, głębie, bezednieDuch się zapuszcza, — przechodzi, — blednie,Bo nim wystrzeli dnia promyk gończy,Człowiek gdzie zaczął — tam skończy.
I straszną wściekłość poczułem w łonie —W krainie grobów błędny ptak życia.Serce w żylaste porwałem dłonie,To serce, pełne żywego bicia,
To zgliszcze wonią ofiar gorące,Tę łez tysiącznych krynicę rzewną,Tę harfę złotą, gromami śpiewną:Spojrzałem — i było drżące.
A więc na nie zdjęty pogardąDuch mój zapragnął, aby raz pękło.W bryłę niem głazu cisnąłem twardą...Jękło!...................................
A gdym w nie patrzał, w prochu leżące,Toś ty je w białe podniosła dłonie;Ze krwi otarłaś rany gorące,Na twem anielskiem cuciłaś łonie,I źrenicami pełnemi blaskuLałaś w nie zwolna promienie...Widziałem, w ręku twojem roztliło —Ogniem ożyło! —
O! nieś je — nieś je, aniele złoty,Gdzie cię powiedzie twa myśl natchniona:Na nowe trudy — pieśni — na loty! —Tylko je czasem przytul do łonaI z bolu ocuć lica uśmiechem;Ono tak kocha! — takie spragnione
Za współuczucia serdecznem echem.Skiń! ono pójdzie, w jaką chcesz stronę! —Ukaż mu, droga, tylko nadzieję,Ono się w setne dźwięki przeleje,Źdźbła przyozdobi w brylantów rosę,Jak ptak do dawnych wróci przymierzy,Na zbudzenie w pieśń uderzy! —................Lecz gdy je trącisz... ja nie podniosę.
24 listopada 1857.