Dary Tereku

Mikhail Lermontov (1814–1841)

Translated by Stanisław Budziński

Terek ryczy, dziko skaczeŚród gromady dzikich skał,A jak burza groźnie płacze,Miotąc bryzgi łez jak wał.

Gna w szerokiem stepów łożu;A przybrawszy chytry bieg,Kaspijskiemu zcicha morzu,Łasząc się, w te słowa rzekł:

„Rozstąp się, o starcze morze,W łono twe me fale przyjm;Pohulałem już w przestworze,Daj spoczynek wodom mym”.

„Wszak jam wzrósł u stóp Kazbeka,Piersią chmur karmionym był,Z władzą obcą mi człowiekaW groźnéj walce zawszem żył”.

„Dla zabawy twoich dzieciJam rodzinny strzaskał Dryał;Oto w cześć twą stado leci,Śród mych fal, odłamów skał”.

Lecz na miękkim brzegu wspartyStarzec milczy, jakby spał;Terek, łasząc się uparty,Zcicha prośbę swą znów brzmiał;

„Ja przywiozłem ci gościniec,A z gościńca będziesz rad,Z pola bitwy kabardyniec,Kabardyniec istny chwat”.

„Ma kolczugę, z srebra dziana,Naramiennik srebrny téż;Na nim święty wiersz koranaWypisany złotem wszerz”.

„A ot jego wąs wspaniałyOblał strumień czystéj krwi,Te, co postrach wokół siały,Już zmarszczone smutnie brwi”.

„Jeszcze jego mściwe okoZda się czychać chce na łup;Z tyłu głowy, dość szerokoKosmą wije mu się czub”.

Lecz na miękkim brzegu wspartyStarzec milczy jakby spał;Terek, łasząc się uparty,Zcicha prośbę swą znów brzmiał:

„Słuchaj starcze, niedość na tem,Dar, przy którym wszystko pył,A przed całym dotąd światemJam go w głębiach moich krył;”

„Ja przyniosę ci z falamiWnet kozaczki młodéj trup,Co czarnemi lśni włosami,Cudnych rączek, drobnych stóp”.

„W twarzy smutnéj, zadumanéj,Wzrok pogodny słodko śpi;A na piersiach z małéj ranyBieży strumyk czystéj krwi”.

„A po cudnéj téj dziewicy,Ponad brzegiem twoich falLedwie z całéj tam stanicyJeden kozak wiedzie żal”.

„Ot osiodłał już wronego,Nocą w krwawy pędzi bój;Na czeczeńca kindżał złegoZłoży głowę, żywot swój.”

Gniewny strumień przerwał mowę,I wnet białą jako śniegZ rozpuszczonym włosem głowęZ wód wynurza fali bieg.

Nagle starzec w całéj sile,Jako burza groźnie wstał,Żarem uczuć w jedną chwilęCiemnosiny wzrok mu stlał.

A radością rozbujanyJuż w objęcia chwyta sweWód biegnące doń bałwany,Aż miłości szmerem tchnie.