Część szósta

Mikołaj z Wilkowiecka (1524–1601)

Historya o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim

Pomóż Bóg, apostołowie,Jezusowi braciszkowie!Poselstwo wam powiadamy,1025Które za pewną rzecz mamy,Pan Jezus już powstał z martwychPodług onych obietnic swych,

Bochmy dziś u grobu były,A nicechmy nie widziały,1130Jedno anioły stojące,To nam opowiedające.

Istą rzecz macie, panowie,Nie mylimy się na słowie.Bo kiedychmy od grobu szły,1135I wpół drogi prawie były,Ustniechmy z samym gadały,Za nogichmy go trzymały.

Ba, i nie chciał wiele z namiZabawiać się rozmowami,1140Ale nam kazał prędko iść,Wam tę nowinę obwieścić,Byście szli do Galilei,A tam go społem czekali,Bo się tam wam ma pokazać,1145Jak więc przedtym raczył mawiać.

Nowaby to historya,Co ty powiadasz, Marya,Iżby Krystus miał zmartwychwstaćI żywym się wam pokazać.

1150Nie dziwujcie, miłe panie,Nie wierzymyć w to bajanie.

Za plotki to stoi u nas,Co ty Marya, powiadaszO pańskim dziś zmartwychwstaniu,1155I o waszym z nim gadaniu.

Ba, i próżno o tym gadać,Iżby się wam miał ukazać.Idźcież z tymi fabułami,Miejcie sobie pokój z nami.

1160Ba, mój namilszy Łukaszu,Dobry, wierny towarzyszu!

Cóż to wżdy są za nowiny,Które się dzisia zjawiły,W tym mieście jerozolimskim1165Coś o zmartwychwstaniu pańskim?Powiadają, że zmartwychwstałI niewiastom się ukazał,Onym trzem Maryam świętym,U grobu jego będącym.

1170Takci coś ludzie tarkają:Czyli prawda, czyli bają?Za pewną rzecz nie słychać nic.Mogło to być, albo nie być.

Bona vita, cni kompani!1175Radziście towarzyszowi?Co to za rozmowy macie,Które sobie rozprawiacie,Do Emaus pielgrzymując,Tak smutno się pokazując?

1180Bon fradello, sam pątujesz,Z Jeruzalem pielgrzymujesz,A nie miałby tego wiedzieć,Abo wżdy od drugich słyszeć,Co się tam teraz przydało,1185W te dni wielkonocne stało.

Co takiego? Radbych słyszał,Powiedzcie, iż będę wiedział.

A toli sobie gadawa,Jeden drugiego pytawa1190O Jezusie Nazarańskim,O onym proroku wielkim,U Boga, u ludzi sławnym,W uczynku i w słowie możnym,Którego biskupi więtszy1195I książęta naszy starszyNa śmierć stracenia wydali,I w piątek ukrzyżowali.

Mychmy za żywota jegoBarzo pewni byli tego,1200Iż jerozolimskie królestwoMiał odkupić przez swe męstwo.

Nie wiem, już to dziś dzień trzeci,Jako się stały te rzeczy,A to się nie wypełniło,1205Ani o tym słychać było.

Ba, jeszcze nas przestraszyłyNiewiastki, które chodziły,Niektóre z bractwa naszego,Dziś rano do grobu jego;1210A gdy ciała nie nalazły,Do nas się zasię wróciłyI to tylko powiadały,Iż dwu aniołów widziałyPowiadających prawdziwie1215O tym proroku, iż żywie.

Więc też niektórzy z naszych,Według powieści niewieścich,Jak to skoro usłyszeli,Zaraz do grobu bieżeli,1220I tak wciornastko naleźli,Jako od niewiast słyszeli.

A samego nie naleźli,I tak do domu przybiegli.

O głupi ludzie, szaleni1225I na sercu swoim twardziKu wierzeniu wszystkich rzeczy,Które mówili prorocy!Aza o tym w piśmie mało,Iż tego potrzeba było,1230By to wszytko Christus cierpiałI tak się do chwały swej dostał.

Ale to już kasztel macieEmaus, gdzie wy idziecie.Ja jeszcze pójdę dalej gdzie1235Dotąd, niźli słońce zajdzie.

Ba, miły panie pielgrzymie,Przećsię dziś nie będziesz w Rzymie.Prosimy cię, zostań z nami,Z tymi twymi rozmowami.1240Miło cię nam słuchać idąc,Powiesz nam jeszcze co siedząc.Wieczór, a gdzieżby zaszedł?Dzień też, jako baczysz, już sczedł.

Nie zostanę, pójdę dalej,1245Aż do samej Galilejej.

Zostań, mile cię prosimy,

A nawet cię nie puścimy.By się nam z tobą pasować,Tedyć dziś z nami nocować.

1250Ba, i toć ja już uczynię,Iż się też tu z wami skłonię,

A macież co takowegoZjeść na prędce gotowego?

Awo, mawa bochnek chleba.1255Będzie więcej, jeśli trzeba.

Będzieć dosyć, jako mnimam,Gdy ji złamię i pożegnam.

Otożem ja złamał, bierzcie,A już w imię Boże jedzcie.

1260Ba, wiesz, coć powiem Łukaszu?

A co, bracie Kleophaszu?

Dopierom przyszedł ku sobie:Pan to w pielgrzymskiej osobie.

Jam dopierz oczy odemknął,1265Tenci, ale od nas zniknął.

Serce to nasze wiedziało:Azać w naju nie pałało,

Kiedy z nami w drodze gadałI pisma święte wykładał?

1270Jamci go po chlebie poznałW on czas, gdy ji nama łamał.

A cóż mawa czynić? Wstańwa,Do Jeruzalem się wróćwa.Powiewa to zwolennikom1275I drugim, co tam przy nich są,Co się nam w drodze przydałoI wszytko, jak się co działo.

Pax vobis, uczniowie moi,Niech się z was żaden nie boi.

1280Jam jest syn boży prawdziwy,

Zmartwychwstały, isty, żywy.

Przebóg, bracia, cóż dziwnegoPrzyszło do nas takowegoPrzeze drzwi pozamykane,1285Nagie a z wierzchu czerwone?

Cóż jest, przebóg, duch, czy mara?Dziwnać jakaś Boża stwora.

Czemuście się potrwożyliI tak barzo podumali?1290Myśli się w was dziwne roją,A słowa rozmaite broją.Nie duchemci ani maraAni żadna dziwna stwora,

Boć duch nie ma ciała, kości,1295Jak mnie mieć widzicie wszytcy.

A to sobie obejrzycie

Bok mój, nogi i też ręce,Nadto jeszcze, jeźli chcecie,Chodźcie, się mnie dotykajcie.

1300Czyli jeszcze nie wierzycie?Bo widzę, iż się dziwicie.Macie tu co takowegoZjeść w stojącki gotowego,Iż będę jadł, jeśli macie,1305Aza mię po tym poznacie?

Awo część ryby pieczonej,Na południe uczynionej.

O bądźże pochwalon, panie,Za twe święte zmartwychwstanie,1310Radzichmy, iż cię widzimy,I z tego się weselimy.

Ja też was wtóre pozdrawiam,Pokój święty mój wam dawam;Jak mię posłał Bóg ociec sam,1315Tak i ja też was posyłam.Przyjmicież ducha świętego

Z tego na was tchnienia mego.Komu grzechy przepuścicieI od nich go rozwiążecie,1320Temu będą odpuszczone,Tu i w niebie rozwiązane;A komu je zadzierżycieI z nich go nie rozwiążecie,Temu będą zadzierzane,1325Ni tu ni w niebie odpuszczone.Co uczynicie na ziemi,W niebie się to nie odmieni.

Dobry wieczór, braciszkowie,Społeczni apostołowie,Słychaliście co nowegoTym czasem niebycia mego?

1330Ba, nietylkochmy słyszeliAle, Thoma, i widzieli

1335Pana i mistrza naszego,Dzisia już zmartwychwstałego.

A nędzęściewy słyszeliI jak mówicie, widzieli.Tak to sobie wymyślacie,1340A zemnie się naśmiewacie.

Chybabych tego doświadczył,I oczyma sam obaczyłW rękach jego one rany,Poprzebijane gwoździami,1345I w miejsca ich palec włożył,Tożbych jako tako wierzył.Abo jeśli rękę mojęWłożę w boku jego ranę,Tożbych już dopiero wierzył,1350Iż tu Pan i mistrz u was był.

Pokój wam bądź, zwolennicy,A jużeście teraz wszytcy.

Chodź sam ty, Toma, zuchwalcze,Doma nieczęsty bywalcze.1355A gdzieś się dziś tydzień włóczył.Kiedym ja tu u drugich był?Wałęsasz się z niedowiarstwem,Zaż nie lepiej z towarzystwem?

Nuż teraz palec swój ściągni,1360A ręce moje obejrzy.Wyciągni i rękę twoję,Włóż w bok mój, wszak skromnie stoję.Nie bądźże więcej upornym,Ale zwolennikiem wiernym.

1365Przebóg, panie, cóżto działasz,Iż mi się tak barzo sprawiasz?Nie racz mi się już sprawować,

Nóg, rąk, boku ukazować;Nie trzebać próbować tego,1370Gdy cię już widzę żywego.Wierzę o twym zmartwychwstaniuPo samym tym ukazaniu;Wierzę cię być pana megoI też Boga prawdziwego.

1375Toś się już, Tomaszu, wiernym stał,Iżeś mię oczyma widział,I szczęśliwymeś dlatego,Iżeś widział pana swego.Ale wiele Tomków takich,1380Po stronach świata wszelakich,Którzy zaraz uwierzyli,Choć mię nigdy nie widzieli.

Nie dziwuj mu, mistrzu miłyA to my za nim prosimy,1385Boć na on czas jego siłyBarzo mdłe w nim i słabe były.A teżci jednak zuchwalstwoI to jego niedowiarstwoUtwierdzi wiarę u wielu1390O twym świętym zmartwychwstaniu.Nawet i sami się twierdzimy,Głosem tego poprawiamy.