Przemiany — VI

Ovid (43 a. C. – 17 d. C.)

Translated from Latin by Bruno Kiciński

Inne żywe rodzaje już ziemia wywodziSama z własnego łona; bo gdy słońca skwaryNa wilgotne płaszczyzny miotają pożary,Ciepłem ożywczem płodne krzepiąc się, nasionaWykłuły się i wyszły z wspólnej matki łona,A w miarę swego wzrostu nabierając siły,Powoli się postacią i farbą pokryły.Tak gdy Nil, mokre jeszcze opuściwszy łany,Znowu w dawnem korycie toczy swe bałwany,A świeżą madę spiecze słońce południowe,Często wówczas oracze, krając skiby noweW polu różnych owadów znajdują tysiące.Jedne wylęgłe, drugie jeszcze się lęgnące,I często w jednem ciele pół owadu żyło,A pół było bez czucia martwą ziemi bryłą.Gdy zaś ciepło z wilgocią w jednej staną mierze,Kojarzą się i wszystko od nich życie bierze;Gdy ogień walczy z wodą, ciepła wilgoć życieDaje i spór żywiołów stanowi o bycie.Tak gdy z obszarów ziemi po świeżej powodzi,Zastawując muł tłusty, zbytnia woda schodzi,Ziemia, łagodnem ciepłem rozgrzana, wydajeNiezliczone owadów i zwierząt rodzaje,Częścią kształt dawny swoim zachowując tworom,Częścią życia nieznanym udziela potworom.Ona przez zbytnią płodność, ukrytą w jej łonie,Wbrew woli ciebie rodzi, olbrzymi Pytonie,

Wielki smoku, nieznany przed wieki dawnemiPostrachu nowych ludów i ciężarze ziemi.Apollo ostrym grotem naciąga cięciwę,Który wprzód ciskał tylko na łanie pierzchliwe;Tysiąc strzał w smoka wraził, wypróżnił kołczany,Nim go zgromił, nim czarną krew wysączył z rany.Lękając się, by sława tak wielkiego dziełaW przepaściach zapomnienia kiedyś nie zginęła,Na cześć swoją stanowi Pytyjskie igrzysko,Od zgromionego smoka biorące nazwisko.Tam za męstwo i zręczność zwycięscy młodzieńceZ liścia dębu splecione zdobywali wieńce.Jeszcze lauru nie było; nawet Feb przywdziewaWieniec, uwity z liści rozlicznego drzewa.