Przemiany — XXV

Ovid (43 a. C. – 17 d. C.)

Translated from Latin by Bruno Kiciński

Już Argonauci trudów doznawszy pamiętnych,Do bystrego Fazysa przybyli wód mętnych.Tu gdy proszą Eeta o Fryksa skarb złoty,A władca im naznacza ciężkich prac przedmioty,Córka jego przejmuje miłość do JazonaI już rozum zaciemnia namiętność szalona.A gdy ścisnął jej rękę, zalecił się słowyI o pomoc upraszał, zaślubić gotowy,Z łzami rzekła Medea: »Wiem, co ci poradzić;Ja cię w radzie, ty nie chciej w miłości mię zdradzić.Ja cię mym darem zbawię: ty pomnij, zbawiony,Przysiąg, danych kochance, dochować dla żony«.On na potrójne bóstwo Hekaty przysięga,Na słońce co swem okiem wszech rzeczy dosięga,I na bogi, w opiekę biorące małżeństwa,Wreszcie na swe przygody i niebezpieczeństwa.Zyskał wiarę; obdarzon czarownemi zioły,Wziął przepis ich użycia i odszedł wesoły.Ledwie ostatnia gwiazda z przyjściem zorzy zgasła,Już lud na polu Marsa czekał bojów hasła.

Zajmują wzgórza; w środku król na majestacieZ berłem z kości słoniowej zasiada w szkarłacie.Wtem z szranków miedzionogie dzikie cielce lecą,Z żelaznych nozdrzy raz wraz skry ogniste miecą;Pod ich zjadliwem tchnieniem świeża trawa ginie.A jak z łoskotem ogień huczy na kominie,Lub jak w glinianym piecu wapno przepalonePieni się, szumi, wody strumieniem gaszone:Tak zawarte w ich piersiach płomienie huczały,Lecz prosto wbrew im idzie syn Ezona śmiały.One bystro na niego wzrok miotają srogiI jeszcze mu stalowe nadstawiają rogi;Bijąc w ziemię kopyty, kurz w około siejąI rycząc, wrzące dymy na powietrze zieją.Drżą druhy; idzie Jazon i nie czuje żaru:Taki skutek Medey cudownego daru.Śmiałą dłonią obwisłe podgardla pogładziI gdy na karki bykom ciężkie jarzmo wsadzi,Pługiem nowinne pole krajać przyniewala.Dziw zdjął Kolchów. Krzyk Greków Jazona zapala,Nową czuje odwagę: bierze hełm miedzianyI ciska zęby smocze na zorane łany,W ziemi pęcznie nasienie, co jady wessało,Rośnie i ząb zasiany przeradza się w ciało.Widząc, jak z łona ziemi wyrodzeni mężeDobyte na Jazona zwracają oręże,Stracili Pelasgowie i radość i śmiałość.Mimo własnego daru drży o jego całośćMedea, zimna z trwogi, gdy mieczów tysiąceW hemońskiego młodzieńca zobaczy godzące;Z obawy, czy jej zioła będą dostateczne,

Mówi słowa czarowne i modły skuteczne.On, silny głaz porwawszy, ciśnie w hufce zbrojneI tak sobie grożącą na nich zwraca wojnę.Bo patrz: na bratnie życie płód ziemi nastaje.Tak własnym giną mieczem. Cieszą się DanajeI śmiałego zwycięscę wszyscy biegną ściskać.Ty z niemi chcesz, królewno, to szczęście pozyskać,Lecz ci wzbrania uścisków i skromność i sława;Przynajmniej się radością twe serce napawa,A szczęśliwa, że dar twój był Jazona zbawcą,Wielbisz bóstwo, będące tego daru sprawcą.Jeszcze czujnego smoka miał zwalczyć uśpieniem,Co potrójnym językiem lśnił się i grzebieniemI w kły zbrojny, strzegł bacznem złotej wełny okiem.Zlawszy go wyciśnionym z ziół letejskich sokiem,Trzykrotnie sen dające wyrzekł słowa święte,Które hamują morza i strumienie wzdęte.Niemi gdy snu błogiego smokowi użyczy,Wódz złote zdziera runo i dumny z zdobyczy,Drugą zdobycz przy tamtej, zbawczynią, porywaI zwycięsca, z małżonką w przystań Jolku wpływa.