Przemiany — XXXIII
Translated from Latin by Bruno Kiciński
Na wieść tryumfu syna do bogów świątyniNiesie dary Alteja i modły im czyni.Wtem, gdy braci na marach niesionych postrzega,Wznosi krzyk i po mieście, głośno jęcząc, biegaI złociste swe szaty na żałobne zmienia.Lecz gdy się dowiedziała zabójcy imienia,Zniknął smutek, łzy oschły, żal zemstę wnet płodzi.W onym dniu, gdy Alteja właśnie synka rodzi,Pień Parki w ogień rzucą i płomień podniecą.
A gdy już z swej kądzieli uprzędły conieco:»Gdy się ten pień wypali, i po tobie będzie,o nowonarodzony!« to rzekły orędzie.Odeszły. Matka z ognia wyrywa pień drzewaI żarzący się jeszcze gasi i zalewa.Długo w domu Alteja chowała pień skrycie;Zachowany, jej syna zachował też życie.Lecz teraz go wynosi. Na bogów ołtarzePochodnie zapalone i szczepy nieść każe.Sama stos ułożyła i ogień podtyka.Czterykroć chce pień wrzucić, cztery kroć umykaOd ognia rękę z szczapą: walczy matka z siostrą,Waha się serce, raną rozjątrzone ostrą.To strwożonej przed zbrodnią matki lice bladły,To znowu się w jej oczach iskrzy gniew zajadły;To ją zemsta zapala, to litość porusza,A choć gniew łzy wzruszenia z jej oczu wysusza,Znajdują się łzy przecie. Jak na wodzie trzcinaW tę, z której wiatr powionie, stronę się nagina,Tak Alteja się waha, a w różności zdaniaTo na tę, to na ową stronę się nakłania.Zemsta szaleje w sercu, to znowu się traci;Wreszcie nad własne dziecię przekłada swych braci.Postanawia krwią własną przebłagać ich cienie,W zbrodni chce być cnotliwą. Gdy buchną płomienie,»Ten stos — rzecze — me własne wnętrzności pochłonie:«A wtem żywotną głownię w obie chwyta dłonieI stanąwszy, nieszczęsna, przed bogów ołtarze,Wzywa ich: »Zwróćcie ku mnie święte wasze twarzeEumenidy potężne! Pomszczę ja się godnie,
Śmiercią za śmierć zapłacę, zbrodnią zmażę zbrodnię.Niech już żałobę cała przywdzieje rodzina.Maż się sam Enej cieszyć z chwały swego syna?Maż jednego ominąć rozpacz i żałoba,Gdy już bezdzietny Testjusz? — Lepiej cierpcie oba.Przyjmcie ofiary, bracia, lecz poznajcie razem,Jak dotkliwem me serce przeszywam żelazem.Przyjmijcie domu tego nieszczęsne ostatki. —Cóżem rzekła! Siostram ci, lecz mam serce matki.Matce przebaczcie, bracia, żagiew z rąk wypada;Na śmierć zasłużył, lecz czyż matka śmierć mu zada? —Więc ujdzie mu bezbarnie zbrodnia jego krwawa?I jeszcze mu w nagrodę zostanie się sława?Jeszcze tron Kalidoński, zwycięsca, posiędzie?A wasz zgon, drodzy bracia, niepomszczony będzie? —Nie zniosę tego: zbrodniarz niechaj legnie w grobieNiech ojca, tron, ojczyznę pogrąży w żałobie.Także to matka mówi? Matkiż to życzenia?Gdzież pamięć na zniesione przy synu cierpienia?Bodajbyś się był, synu, w pierwszym ogniu spaliliŻyłeś, lecz z mojej łaski, mój czyn cię ocalił.Dziś słuszną śmierć poniesiesz i odcierpisz równie;Synu, już przez wyrwaną z strasznych ogni głownię,Już przez wydanie na świat dwakroć dane tobieDaj życie, lub mię z braćmi w jednym zagrzeb grobie.Co czynić? To krew braci, co się z ran ich toczy,To obraz nowej zbrodni staje mi przed oczy;To chęć zemsty, to miłość serce me rozdziera —Niech więc wraz z synem matka zemszczona umiera«.To wyrzekłszy, Alteja oblicze odwróci
I drżącą ręką głownię na stos w płomień wrzuci.Jęknie głownia lub jęk ten był tylko złudzeniem,Gdy się, wrzucona, zajmie niechętnym płomieniem.W tym czasie Meleagra wnętrzny ogień chwyta,Wre w sercu, krew wyniszcza, pali mu jelita.Znosi bóle z stałością; to go jedno smuci,Że tak życie bez sławy, jakby tchórz, porzuci.Okropny zgon Arkasa szczęśliwym nazywa,Ojca, brata, sióstr, żony i matki przyzywa.Równo z ogniem wzrastają lub słabną cierpienia;A gdy żarząca głownia już się w popiół zmienia,Duch wtedy z ciała w lekkie powietrze uchodzi.W smutku Kalidon, płaczą i starzy i młodzi;Szerzy się wieść straszliwa w niespokojnem mieście,Rozlega się krzyk ludu i jęki niewieście,Enej smutnemi niebo napełnia odgłosy,Drze szaty i w popiele siwe tarza włosy;Matka ręką, sprawczynią niegodnego czynu,Topi żelazo w sercu z rozpaczy po synu.Choćby mi nieba zdolność i tysiąc ust dały,Choćby na me usługi był Helikon cały,Próżnobym chciał opisać tych sióstr żal głęboki.Biją piersi, drą szaty, leją łez potoki,I póki zwłoki w domu, pieszczą, stroją ciało,Całują, nawet gdy już na stosie leżało;Potem popioły każda do piersi przyciskaI łzami zlewa ryte na grobie nazwiska,Gasi zemstę Dyany boleść Eneusza,Rozpacz sióstr Meleagra dotkliwie ją wzrusza;Okrywszy je więc pióry, daje im dziób ostry.Śmierć brata biedne tylko dwie przeżyły siostry,
Gorge i Dejanira; innym skrzydła wzrosły,Niemi się zaraz w górne obłoki uniosły.