Ach, poeto, zbliża się wieczór

রবীন্দ্রনাথ ঠাকুর (1861–1941)

Translated by Jan Kasprowicz

Ogrodnik

„ACH, POETO, ZBLIŻA SIĘ WIECZÓR; włosy twoje siwieją.„Czy słyszysz w samotnej zadumie nowinę, idącą stamtąd?“

„Jest wieczór“, powiedział poeta, „i ja nadsłuchuję, ponieważ może zawołać ktoś ze wsi, jakkolwiek już późno.„Czuwam, czy nie spotkają się z sobą dwa serca błądzące i czy dwie pary ócz stęsknionych nie poproszą o muzykę, coby przerwała ich milczenie i przemówiła za nie.„Któż będzie składał im gorące pieśni, gdy ja siedzę na brzegu żywota i dumam o śmierci i o tem, co jest poza nami?

„Uchodzi wczesna gwiazda wieczorna.Blask pogrzebowego stosu zamiera zwolna nad rzeką milczącą.„Z dziedzińca opuszczonej sadyby szakale wyją chórem w świetle niknącego księżyca.„Jeśliby jaki wędrowiec, opuściwszy swe gniazdo, przybył tu, ażeby czuwać po nocy i z głową schyloną nadsłuchiwać szelestów ciemności, któż szeptałby uszom jego o tajemnicach żywota, gdybym ja, zamknąwszy drzwi poza sobą, zechciał uwolnić się od więzów doczesnych?„Mało to znaczy, iż mój włos siwieje.„Jeszczem‑ci ja tak młody, albo tak stary, jak najmłodszy, albo najstarszy w tej wsi.„Jedni mają w oczach uśmiechy słodkie i proste, zaś inni chytrze mrugają, jedni mają łzy, napływające w świetle dnia, a drudzy łzy, ukryte w mroku.„Wszyscy oni mnie potrzebują i ja nie mam czasu zastanawiać się nad tem, co będzie po tym żywocie.„Ze wszystkimi w jednakich ja latach, cóż z tego, że włos mój siwieje?“Nocą świerszcz ćwierka po lasach.„Któż to tak zwolna zbliża się do mych wrót i stuka łagodnie?“Zaledwie widzę oblicze, nie słychać ani słowa, cisza niebiosów naokół.Zawrócić gościa milczącego nie mogę. Patrzę mu w twarz poprzez pomrok i godziny snu minęły.