Pieśni ofiarne — 23
Translated by Józef Jankowski
Próżno czekałem na Niego noc całą, —Lękam się, czyli w ranka szczyptę białą,Gdy zadrzemała ma dusza znużona,Nie był tu, jako chwila już wyśniona...O, pozostawcie, druhowie, otworemDrzwi — nie zrażajcie Go pytaniem skorem!
Gdy mnie szmer Jego nie obudzi kroków,To mnie nie ruszcie, nie płoszcie uroków, —Ani sejm ptaków głośnych, ni hulankaWiatru rannego na uczcie porankaNiech mnie nie budzi — a nawet jeżeliPan się przybliży do mojej pościeli...
O, mój śnie złoty! W tej cudów godziniePierzchnij na Jego dotknięcie jedynie!Oczy zamknięte! zbudźcie się bez grzechuNa światło Jego jedynie uśmiechu,Gdy już przedemną stanie, jak promiennySen, unoszący się z ciemności sennej.
Najpierwszem światłem, najpierwszym urokiemKształtu niech jawi się przed moim wzrokiem!Pierwszy radości krzyk zbudzonej duszyNiechaj od Jego blasków się odkruszy, —I niech mój powrót do siebie, jak racaZłota, natychmiast do Niego powraca!