Ignaś (Jachowicz, 1916)
Ignaś dostał od ojca w darze karty stare;Nie wie, jak tę wspaniałą ocenić ofiarę.Szczęśliwy, stawia pałac, i zniecierpliwiony,W jednemby oka mgnieniu chciał mieć gmach wzniesiony.Stanęła już budowa. Rozkosz go przenika,Wtem ktoś przez nieostrożność dotknął się stolika.To wstrząśnienie, choć lekkie, cały gmach wywraca,Runął — a z nim mozolna Ignasiowa praca.
Łatwo sobie wystawić żal tego dziecięcia,Ale to nie zachwiało jego przedsięwzięcia.Na nowo wznosi pałac, tamtemu podobny,Zwyciężyła wytrwałość: staje gmach ozdobny.Co tu było uciechy, rozkoszy, klaskania!Troskliwie od wstrząśnienia swój stolik zasłania,Stoi w silnych posadach pałac niezachwiany.Ale Ignaś nie kontent, pragnie znowu zmiany;Już mu spowszedniał stary, chciałby widzieć nowy,I pyszne dobrowolnie obala budowy.
Uwielbiajmy zarząd Boski,Nie mruczmy na los niestały;Gdyby nie bojaźń i troski,Rozkoszeby spowszedniały.