Ignaś (Jachowicz, 1924)
Ignaś dostał od ojca w darze, karty stare;Nie wie, jak tę wspaniałą ocenić ofiarę.Szczęśliwy, stawia pałac, i zniecierpliwiony,W jednemby oka mgnieniu chciał mieć gmach wzniesiony.Stanęła już budowa. Rozkosz go przenika,Wtem ktoś, przez nieostrożność dotknął się stolika,To wstrząśnienie, choć lekkie, cały gmach wywraca,Runął — a z nim mozolna Ignasiowa praca.Łatwo sobie wystawić żal tego dziecięcia,Ale to nie zachwiało jego przedsięwzięcia.Na nowo wznosi pałac tamtemu podobny,Zwyciężyła wytrwałość: staje gmach ozdobny.Co tu było uciechy, rozkoszy, klaskania!Troskliwie od wstrząśnienia swój stolik zasłania,Stoi w silnych posadach pałac niezachwiany.Ale Ignaś nie kontent, pragnie znowu zmiany;Już mu spowszedniał stary, chciałby widzieć nowy,I pyszne dobrowolnie obala budowy.Uwielbiajmy zarząd Boski,Nie mruczmy na los niestały;Gdyby nie bojaźń i troski,Rozkoszeby spowszedniały.