Do kardynała

Stefan Marek Eiger (1899–1940)

Inkwizytorze! dłonią wysmuklą, jak struna,podtrzymuje niedbale, z tkliwością żałosnąMadonna zadumana Dzieciątko ciekawe.Ono sięga do czary, łyskliwej i lśniącej,stonowanej smugami owoców; jest chmurno,a na tle tych obłoków, szumiących muzycznie,i brunatnych w kolorze, jak draperja sukni,co okala Jej członki, dziewczęce i szczupłe,wybłyskuje koronka wokoło profiluniematerjalną bielą. A w oczach znużenie,wargi skrzywione lekko grymasem dobroci.Tak trwają, opuszczeni. Zpoza okularówpatrzysz, samotnie widzisz, smutny kardynale;bezradnie, jakbyś oślepł, nad purpurą płaszczaźrenica zamyślona, całkiem nieruchoma,zukosa wskrzesza Alfę, by zgładzić Omegę.Tak zabija łagodnie, by mogli zmartwychwstać,a czoło jest toczone pod szkarłatem piuskitorturą niewymowną: tego, który wybrał.

Nad aksamitem krwawym liljowość niewinnazwęża gardło, jak płatki wysmuklą łodygę,ogołoconą z blasku; a dłoni nie widać:Inkwizytorze! dzierżysz złotą wagę śmierci.