Narodziny (Napierski)
Gdy każdy dzień przechodzi,Wplątany w dzikie sprzęty,Z krwawej się mojej ranyNarodzi Święty.
W wypukłą noc zielonąOtworzę okiennicę,Na wzdęte moje łonoUpadnie tajemnica.
Niebiosów zwisłe cielskoRozedrze ostry ruch,Rozewrze się djabelskoCiężarny brzuch.
Na fioletowe zorzeRozrzucę ręce obie,Na ziemię i na morzaUpadnę w gwiazd żałobie
Rozrzucę obie nogiPod ból, jak ciepły zgon,Gdy w aureoli srogiejZ trzew się wypruje: on.
Padnę na twarz w podzięce:Z niebiosów schodzisz w niż —(Widzę twe małe ręcePrzybite na straszny krzyż).
I pojmę w dziecinnym szlochu,Co z ziemią mnie pogodzi,Żeś ty mój syn najmilejszy,Który się nie chce narodzić.