Wojaż — I
Przejechałem z nad Renu aż nad Leman— dyliżansem umarłego poety —znów Evian piję miast Apollinaris,spragniony wody Lety..
Gra mi trąbka, ta z przed wieku,lecz nie w płaszczu kroczę, w szorstkiej bluzie;któż-że śladem naszym błądzić będzienad wodospadem w Szafhuzie?
Widzę konie spienione, zielony szali anglików z pledami w kratkę;ach! gra pocztyljon widmowy —przestąpmy tylko kładkę..
Słychać, o, Edwardzie!szum młyńskiego koła,z wałów krzyczą: „Wer-da?“— licho z głębi woła..
Nocy rusałczana,ruinami błądzę —
huczą w szumie pianyzaklęte wrzeciądze.
W oknie biała damao pręty kołacze —ulatują z wieżywrony i puhacze!
Podobny do ślepych nurków,których głos głębi woła,stajesz, o, śmiertelny! w Strassburgupod kolumną Aniołów..
Pocztyljonie! z drogi,przesadzim rów dziki,gąszcz ciernisty, głogii nieśmiertelniki!
Zamek, baszta, mosty,czółna, płaska tratwa,fosa, róże, osty— a nad czołem gwiazda!