Lekarstwa na miłość.
Skok leukadyjski to piękny obraz stworzony przez starożytność. W istocie, lekarstwo na miłość jest prawie że niemożliwe. Trzeba nietylko niebezpieczeństwa, któreby ściągnęło gwałtownie uwagę człowieka na troskę o własne ocalenie, ale, co o wiele trudniej, trzeba ciągłości ostrego niebezpieczeństwa, któregoby można uniknąć wysiłkiem zręczności, iżby nawyk myślenia o własnem bezpieczeństwie miał czas się rozwinąć. Nie widzę nic w tym rodzaju prócz burzy szesnastodniowej, jak w Don Juanie, lub rozbicia się pana Cochelet u Maurów; inaczej człowiek oswaja się szybko z niebezpieczeństwem, a nawet zaczyna myśleć o ukochanej z tem większym urokiem, kiedy jest na wedecie o dwadzieścia kroków od nieprzyjaciela.Powtarzaliśmy to zbyt często może, że mocno kochającego człowieka wszystko co sobie wyroi przejmuje rozkoszą lub drżeniem i że niema w naturze nic, coby mu nie mówiło o ukochanej. Otóż, rozkosz lub drżenie stanowią zajęcia bardzo interesujące, wobec których bledną wszystkie inne.Przyjaciel, który chce uleczyć chorego, powinien przedewszystkiem być zawsze po stronie ukochanej kobiety; wszyscy zaś przyjaciele mający więcej dobrej woli niż zręczności postępują z reguły odwrotnie.Kto tak czyni, ten porywa się, ze śmiesznie nierównemi siłami, na ową całość uroczych złudzeń, które nazwaliśmy niegdyś krystalizacją.Przyjaciel-lekarz powinien mieć świadomość, że, skoro przyjdzie uwierzyć w jakąś niedorzeczność, wówczas, ponieważ kochanek musi albo przełknąć ją, albo wyrzec się wszystkiego co go wiąże do życia, przełknie, i, choćby był zresztą najrozumniejszym człowiekiem, będzie przeczył najoczywistszym przywarom i najdotkliwszym zdradom swej kochanki. W ten sposób, namiętna miłość, po niedługim czasie, przebacza wszystko.Aby kochanek — przy charakterze rozsądnym i chłodnym — przełknął przywary, trzeba by je spostrzegł dopiero po kilku miesiącach kochania.Nie starając się bynajmniej grubo i jawnie odciągać kochanka, przyjaciel-lekarz musi mu mówić do przesytu o jego miłości i jego ukochanej, a równocześnie stwarzać dokoła niego mnóstwo drobnych zdarzeń. Podróż, o ile odosobnią, nie jest lekarstwem; nic równie tkliwie nie przypomina ukochanej jak kontrasty. W najświetniejszych salonach paryskich, w towarzystwie kobiet sławnych z uroku, najmocniej kochałem mą biedną kochankę, samotną i smutną w swojem małem mieszkanku, het, w Romanii.Na wspaniałym zegarze lśniącego salonu dokąd byłem wygnany, śledziłem godzinę o której wychodzi pieszo, w deszcz, aby odwiedzić przyjaciółkę. Starając się zapomnieć o niej, odkryłem, że kontrasty są źródłem wspomnień mniej żywych lecz bardziej niebiańskich niż te, których się szuka w miejscu gdzie się ją niegdyś spotkało.Iżby oddalenie zdało się na co, trzeba aby przyjaciel-lekarz był zawsze pod ręką, aby podsuwał kochankowi wszystkie możliwe refleksje tyczące jego miłości i aby silił się zaprawiać te refleksje nudą przez ich rozwlekłość albo niewczesność, dając im piętno komunałów: naprzykład być tkliwym i sentymentalnym po obiedzie skropionym dobrem winem.Jeżeli tak trudno jest zapomnieć kobiety przy której zaznało się szczęścia, to dlatego, że istnieją momenty, w których wyobraźnia niestrudzenie roi i upiększa.Kie wspominam o dumie, okrutnem i potężnem lekarstwie, którem wszakże tkliwe dusze nie rozporządzają.Pierwsze sceny szekspirowskiego Romea tworzą cudny obraz; jakże daleko od człowieka, który powiada sobie smutno: She hath forsworn to love, do tego który wykrzykuje w upojeniu szczęścia: Come what sorrow can!