Pieśni niewolnika — IV
Translated from Czech by Maciej Szukiewicz
Wieczór z morza wstał i chłodziRozpalone piaski wydm,Śród nadbrzeżnych gajów brodzi,W dziwny je kołysząc rytm.Srebrzą się już, miast różowieć,Szmaragdowe liście palm —
To wieczornych cieniów spowiedź,To pokutny duchów psalm.
Lutnia moja wam dopowieNad czem ten ich smęt i żal.Oto sennych drzew listowieZapatrzone w wieków dalŚni ów naród, co — pan sobie —Życia tutaj spijał kruż...
Lud ów dawno, dawno w grobie,Wszystko to przebrzmiało już.
My włodarzem tu, nie gnojem,Nam ten kraj od wieków dan,Własną orką, własnym znojemUżyźnialiśmy ten łan,A gdy wróg wpadł, myśmy laliKrew za Znicza blask i cześć...
Czczo, jak z nieprzejrzanej dali,Uszom naszym brzmi ta wieść.
Sami sobie władcy właśniGodność nieśliśmy u czół,Aż wróg, siejąc śród nas waśni,Łańcuchami dłoń nam skułI cześć skradłszy pragnie dowieść,Że nie dla nas wolnych byt...
Przestań! — głuszy palm opowieśćBicza świst i kajdan zgrzyt.