Pieśni niewolnika — X
Translated from Czech by Maciej Szukiewicz
Od wysmukłych palm pustyniWysmuklejsza otrokini,Z torsem gibkim, smagłą cerą,Wonna ciał upojnych woniąTańcz przedemną bajadero,I niech w tańcu za klejnotyStarczą ci te kajdan sploty,Co u twoich kolan dzwonią.
Niegdyś jeden pukiel czarny,Jeden błysk źrenicy żarnejPochłaniały mą istotę,Zamykały w czaru krąg.Gdy cię — pomnę — wpół oplotęZda się, że to w pierś mą wnikaSkrzypków rwąca w pląs muzyka,Choć to skrzypiał łańcuch rąk.
Teraz, gdy twa wirującaStopa czubki traw potrąca,
Wpatrzon w twoją pierś powabnąZaś popadam w czarów moc, —Zaś pod rzęsą twą jedwabną,Widząc lubych pokus bezdno,Jak w toń nieba złotogwiezdnąSzedłbym w niepamięci noc.
Szedłbym strząsnąć do tej toniWszystek cierń i piorun skroniI upojne pić patokiRubinowych twoich warg.Szedłbym pierś myć temi soki,W których dusza zapominaJak się krwawo nahaj wcinaW ujarzmiony raba kark.
Ale i tyś jest wydanaNa podnóżek swego pana,Najwabniejsza śród zabawekJesteś piłką jego rąk.Za kęs chleba, sukna skrawek,Który ci wyniośle rzuci,Wolno mu dla niecnej chuciWdzięków twoich uszczknąć pąk.
Wielki zaszczyt niewolnicyW jednej z panem lec łożnicy,Większy dla mnie pić z tej kruży,Którą sobie zastrzegł pan.Więc mnie pogrąż w zmysłów burzy —Może wśród służalców zgraiStracę pamięć o nahai,Zgaszę bunt we krwi mych ran.
Piersi me ramieniem opnij,Pieść mnie... Nie, nie, precz odkopnijSyna smutków, bo wart wzgardy,Gdy na srom twój głuch i ślepy,Choć jest mężem pięści twardej,Pobrzękuje swym łańcuchem,Miast nim panu jak obuchemRoztłuc na sto drzazg czerepy.