Tymosz
Wdzięczny Zefirze! lecąc środkiem UkrainyNie zapomnij odemnie pozdrowić Maryny,Niezapomnij łagodnym szeptem twego duchaTę piosnkę jej zaspiewać cichuchno do ucha:
I takżeś bardzo sobie moje dziewczę lube!Umiliła w odległych krajach kąty grube,Że też do Leonowych budynków przezacnychBynajmniej w sobie tesknic nie czujesz niesmacznych?Azaż nie wiesz, że alkierz z okienkiem przychylnem,Z któregoś ty strzelała na mnie okiem pilnem,Którem do ciebie moje zalatały chęci,Ustawicznie się z twojej niebytności smęci?Dla ciebie ogródeczka mego bujne zioła,Frasobliwe nad zwyczaj, pomarszczyły czoła,Do ciebie z liliami fiołki steskniły,Drzewa niedonoszone płody poroniły.Hejże kochana dziewko! pokaz nam swe czoło,Na którego ozdoby już nie tylko sioło,Ale i roksolańska stolica dwójgrodnaZawsze się zapatrować, nie zawsze jest godna.Patrzaj, jako cię z chęcią wyglądają wieże,Jako lew, który miasta z wysokości strzeże,Upatrując przyjazdu twego nie uspionyObraca ustawicznie wzrok na wszystkie strony.Pokwapże tedy do nas niezwykłym pośpiechem,Kędy ci trefne żarty, z krotofilnym śmiechem,Zabawy pokojowe, przechadzki pomierneI panieńskie czekają kompanie wierne.Tu rozkosz co przedniejsze złożyła swe zbiory,Tu Cyterea wszystkie przeniosła amory,Tu Kupidowie z oczu dziewiczych się snują,Tu na udatnych wargach strzały swe hecują,Tu się jako do gniazda wszelkich pociech zlata,Cokolwiek jest lubości uciesznego świata —Tu wszystko jest, co tylko mają ruskie kraje,Oprócz, że ciebie samej jednej nie dostaje.