Ofiary Polki

Teofil Lenartowicz (1822–1893)

Miałam srebrne schowadełko,W nim złote szydełko,I naparstek szczerozłotyPrzedziwnej roboty.

Kiedy przyszło dawać składki,Dla braci na życie,Schowadełko ze szufladkiWydobyłam skrycie.

I oddałam w ręce człekaCo te składki zbierał;Brodę miał białości mlekaKijem się podpierał.

Bóg ci zapłać gołąbeczko —Rzecze dziadek rzewnie —A ja trzymam za słóweczko,Bóg zapłaci pewnie.

Miałam perły od babuniCztery białe sznurki,Dla dziewuni dla Ewuni,Dla maminej córki.

Alem się w nie nie stroiła,Nie miałam na sobie,Odkąd matka mi mówiła:Że ojczyzna w grobie.

I że Polsce nie przystoiTaki strój bogaty,Pokąd kraj się nie przystroiW narodowe szaty.

Przyszła potem druga składka —Znów dziadek w podwórko —Zawołała na mie mnie matkomnie matka:A ty co dasz córko?

A ja dziewczę jasnowłose,Moje perły niosę.

Bóg ci zapłać gołąbeczko,Rzecze dziadek rzewnie,A ja trzymam za słóweczko,Bóg zapłaci pewnie.

Miałam suknię atłasową,Nie tykaną nową,Suknię białą, szal pąsowy,Nie tykany nowy.

Przyszła wieść że Polska wstaje,Sztandar bierze w rękę;Jaka taka wszystko daje —Poprułam sukienkę.

Moja suknia z moim szalem,Zszyta we dwa bryty,To ten sztandar przed MoskalemNa polu rozwity.

Srebrny orzeł, z srebrnej lamy,Com miała od mamy.Matkęm Boską haftowała,Jak mogła, umiała.

Całą nockę z matką szyję,Śpiewając piosenkę:Jak Ojczyzna się wybije,Pan Bóg da sukienkę.

Pokochałam Jasia wcześnieJeszcze jak był mały,I marzyłam o nim we śnie,Marzyłam dzień cały.

Przyszli nasi, zawołali:Jasiu na Moskali!I poleciał jakby ptasze,Na te pola nasze.

Poszedł drogą jak ta rzeka,Jak ten las się chmurzy;Ewcia czeka, nie narzeka,Bo Jaś Polsce służy.

Jak się skończy wojna krwawa,Za roczek daj Boże,Wszystkim Pan Bóg pooddawa —I mnie odda może.

T. Lenartowicz.