Szkic historyczny
Ksiądz Marek, cudotwórca i prorok konfederacyi barskiej
Dotąd jest berło polskie niekwitnące,Dotąd nie będzie wstępne, władające;Ale jak tylko na wstępnym zostanie,Drgną strachem syzma, lutry i poganie.Pierwsi dwaj swojéj krnąbrności przypłacą,A drudzy prawo wraz z państwem utracą;Kościół na skale stanie się wspaniały,Dwój głowny kolos zamieni się w biały,Natenczas, pielgrzym, wielkie swoje ślubyZłożę przy grobie, trybut sobie luby,Niewolnik wolny ujdzie bez okupu,Strzelec pozbędzie łakomego łupu,Rosa naturę chłód w ciepło zamieni,Kogut z chytrości jak wąż się wyleni,Tak nasze runą znowu swoje wieki (?)Wieść opowiada czas już niedaleki,Ale ty Polska po czasu niewieleMiecz krwie niewinnéj obficie wyleje;Wiele niewinnych marnie zginie braci,Wstyd poświęcony Bogu panna straci,Kapłan z ofiarą przy ołtarzu lęże,W toż licho mnicha z zakonnikiem sprzęże,Cna góra, złotym otoczona kołem,Niech ufa w Bogu, nisko bije czołem,Bo, wiem, najbliższą będzie strasznéj burzy,Dym ją zarównie z innemi okurzy.Kościoły z ozdób swych zdarte zostaną.Dni zgoła wszystkie płaczliwością staną;Lecz się Najwyższy swéj krzywdy użali,Na nich się samych to nieszczęście zwali.Lecz czyń twojemu wczesne dzięki Bogu,Bo on Im przytrze wyniosłego rogu;A ty jak Phoenix z popiołu powstanieszI cnéj Europy ozdobą się staniesz.
Ksiądz Marek z krzyżem do niego przyskoczył;Lecz zdrajca za krzyż ukąsił zębamiA potém ręką odepchnął i zbroczył...Ksiądz wyjął brewiarz, ustami namoczyłPalce i karty przewracał z pokorąWiedząc, że duszę tę — już diabli biorą.
..... Nie pójdę godzić:Niechajże sobie trochę krwi utoczą;To może nadto gorących ochłodzić,Potém z rozwagą większą w ogień skoczą...
Afekt i łaska Pana ZbawicielaZ nami, W nawiasie: Niech was powystrzela..... i diabeł, że się tak kłócicieI zostawiacie Bar Moskali pastwą!A choć szlachetne imiona nosicie,Jest z was ohyda boska i plugastwo,Pan regimentarz zaś sam mianowicie,Który obiecał karmić nas jak ptastwoIndyjskie, imbier przysyłać, muszkatel,Cierpi, że buty dziś je obywatel.Venit judicium! Nie odemnie sługiUsłyszy wtenczas sąd, lecz przed ChrystusemŻapłaci swoje zaciągnięte długi;Tożsamo pan Rożański, co FabiusemJest w naszéj partyi, także i ten drugiNiech wie, że sądu dzień nadchodzi kłusemI weźmie wszystkich was jak tuman śmieci, —Pisze to zgłębi żalu do Waszeci.
Ja was tu jednym znakiem krzyża skruszęI na tém miejscu krwi popłynie rzekaGdzie stoję, a te góry palcem ruszęI na... (wrogów)... pójdą!..
Patrz na mnie! jestem także zmordowany,A kto wie, co tam w mojem sercu płacze?A jednak wziąłem w ręce krzyż drewnianyI chodzę — tuląc do głębi rozpacze.Wolałbym może już w grób, jak złamanyDąb i bez liści, lecz mi serce skacze,Kiedy na działo wstąpi moja noga,A działo ogniem śpiewa — imię Boga,
Więc się niedziw, że tak błyskam,Jak Mojżesz duchem natchnięty
Żem jest jak ów Jan święty,Widzący to, co ja widzę;Bo zaprawdę jestem w lidzeZ duchami i ze świętymi!A chociaż niski na ziemi,To duchy okryte zbrojąNa ramionach moich stojąI kończą się gdzieś w bezkońcach,W świecie, gdzie gwiazd zawierucha,W gwiazdach, w meteorach, w słońcach,Za słońcami w słońcu ducha.
Kto duch —
niech duchowi memu,Jak księżyc złotemu,Będzie blaskiem i ogonem;Bo ja ojczyzny być muszęDuchem stróżem i patronemI wyżéj porywać dusze,A żadnéj ziemią nieskalać,Ale wszystkie pozapalaćNa nowe wieki i czyny.A teraz zdjąć z téj mieściny,Gdzie włada dżuma i trwoga,Zarazę, jak sztandar sinyI z chorągwią tą odejść do Boga,Do którego mnie boleść porywa.
Mnich to szczególny: Egzaminowałem,Znalazłem rękę prawą o dwa caleDłuższą od lewéj i mięsistszą: dowód,Że szabla dobrze ręce tej znajoma.Szabla to rękę tak hypertroficznieU szlachty polskiéj wzmacnia | przedłuża.Jest więc szlachcicem i żołnierzem starym.Do tego blizny pewne ma na czole,Które niecałkiem są seraficznemi:Od cięcia szabli zdają się pochodzićI widać na nich świeżość zagojenia.
Ojcze przeorze! teraz ojczyzna kochanaSerce moje zabrała i z tego rubachy,Któregoś ty znał, ojcze, apostół dziś boży,A na śmierć przeznaczony, jak owca śnieżysta,Na któréj pasterz kredą czerwoną położyKrzyż śmiertelny. Więc nędza mię dzisiaj ojczystaNa to wiedzie, że krzyż ten przyjąłem i krzyżePiszę na sercach ludzi... A często je zliżeMatka u owcy białéj, gdy dziecko całujeI nie wie, że zliżawszy od śmierci uwalnia;Ale mój krzyż jest wieczny i nikt nie ratujeMoich biednych rycerzy... I zacznie się szczwalnia...