Prolog

Adam Bernard Mickiewicz (1798–1855)

Dziady część III

Niedobre, nieczułe dziecie!Ziemskie matki twej zasługi,Prośby jej na tamtym świecieStrzegły długo wiek twój młody,5Od pokusy i przygody:

Jako róża, anioł sadów,We dnie kwitnie, w noc jej wonieBronią senne dziecka skronieOd zarazy i owadów.

10Nieraz ja na prośbę matkiI za pozwoleniem bożem,Zstępowałem do twéj chatki,Cichy, w cichej nocy cieniu:Zstępowałem na promieniu15I stawałem nad twém łożem.

Gdy cię noc ukołysała,Ja nad marzeniem namiętnémStałem, jak lilija biała,Schylona nad źródłem mętném.20Nieraz dusza mnie twa zbrzydła:Alem w złych myśli naciskuSzukał dobréj, jak w mrowiskuSzukają ziarnek kadzidła.

Ledwie dobra myśl zaświeci,25Brałem duszę twą za rękę,Wiodłem w kraj, gdzie wieczność świeci,I spiéwałem jej piosenkę,Którą rzadko ziemskie dzieciSłyszą, rzadko i w uśpieniu,30A zapomną w odecknieniu.

Jam ci przyszłe szczęście głosił,Na mych rękach w niebo nosił:A tyś słyszał niebios dźwięki,Jako pjanych uczt piosenki.

35Ja, syn chwały nieśmiertelnéj,Przybierałem wtenczas postaćObrzydłéj larwy piekielnéj,By cię straszyć, by cię chłostać;Tyś przyjmował chłostę Boga,40Jak dziki męczarnie wroga;I dusza twa w niepokoju,Ale z dumą się budziła;Jakby w niepamięci zdrojuPrzez noc całą męty piła.45I pamiątki wyższych światówW głąb’ ciągnąłeś: jak kaskada,Gdy w podziemną przepaść wpada,Ciągnie liście drzew i kwiatów.

Na ten czas gorzko płakałem,50Oblicze tuląc w me dłonie;Chciałem i długo nie śmiałemKu niebieskiej wracać stronie,Bym nie spotkał twojej matki:Spyta się, jaka nowina55Z kuli ziemskiej, z mojéj chatki,Jaki sen był mego syna?

Nocy cicha, gdy wschodzisz, kto ciebie zapyta,Skąd przychodzisz; gdy gwiazdy przed sobą rozwiejesz,

Kto z tych gwiazd tajnie przyszłéj drogi twej wyczyta?60Zaszło słońce, wołają astronomy z wieży:Ale dlaczego zaszło, nikt nie odpowiada;Ciemności kryją ziemię i lud we śnie leży:Lecz dlaczego śpią ludzie, żaden z nich nie bada,Przebudzą się bez czucia, jak bez czucia spali. —65Nie dziwi słońca dziwna lecz codzienna głowa,Zmienia się blask i ciemność jako straż pułkowa:Ale gdzież są wodzowie, co jéj rozkazali?

A sen? — Ach, ten świat cichy, głuchy, tajemniczy,Życie duszy, czyż nie jest warte badań ludzi!70Któż jego miejsce zmierzy, kto jego czas zliczy!Trwoży się człowiek śpiący, — śmieje się, gdy zbudzi.Mędrcy mówią, że sen jest tylko przypomnienie —Mędrcy przeklęci!Czyż nie umiem rozróżnić marzeń od pamięci?75Chyba mnie wmówią, że moje więzienieJest tylko wspomnienie!

Mówią, że senne czucie rozkoszy i kaźniJest tylko grą wyobraźni:Głupi, zaledwie z wieści wyobraźnią znają,80I nam wieszczom o niéj bają!Bywałem w niej, zmierzyłem lepiéj jéj przestrzenie,I wiem, że leży za jej granicą — marzenie.Prędzéj dzień będzie nocą, rozkosz będzie kaźnią,Niż sen będzie pamięcią, mara wyobraźnią.

85Nie mogę spocząć: te sny to straszą, to łudzą;Jak te sny mię trudzą!

Puch czarny, puch miękki pod głowę podłóżmy;Śpiewajmy, a cicho: nie trwóżmy, nie trwóżmy

Noc smutna w więzieniu: tam w mieście wesele,90U stołów tam muzyki huczą,Przy pełnych kielichach śpiéwają minstrele,Tam nocą komety się włóczą,Komety z oczkami i z jasnym warkoczem,

Kto po nich kieruje łódź w biegu,95Ten zaśnie na fali, w marzeniu uroczem,Na naszym przebudzi się brzegu.

My uprosiliśmy Boga,By cię oddał w ręce wroga.Samotność mędrców mistrzyni:100I ty, w samotnem więzieniu,Jako prorok na pustyni,Dumaj o twém przeznaczeniu.

W dzień Bóg nam dokucza, lecz w nocy wesele,W noc późną próżniaki się tuczą,105I w nocy swobodniej śpiewają minstrele,Szatany piosenek ich uczą.Kto ranną myśl świętą przyniesie z kościoła,Kto rozmów poczciwych smak czuje:Noc-pjawka wyciągnie pobożną myśl z czoła,110Noc-wąż w ustach smaki zatruje.Śpiéwajmy nad sennym, my nocy synowie,Usłużmy, aż będzie nam sługą:Wpadnijmy mu w serce, biegajmy po głowie,Nasz będzie — ach, gdyby spał długo!

115Modlono się za tobą na ziemi i w niebie;Wkrótce muszą tyrani na świat puścić ciebie.

Ty, co bliźnich katujesz, więzisz i wyrzynasz,I uśmiechasz się we dnie i w wieczór ucztujesz;Czy ty z rana choć jeden sen twój przypominasz?120A jeśliś go przypomniał, czy ty go pojmujesz?

Ty będziesz znowu wolny: my oznajmić przyszli.

Będę wolny? — Pamiętam, ktoś mi wczora prawił;Nie... Skądże to? Czy we śnie, czy Bóg mi objawił?

Pilnujmy tylko, ach, pilnujmy myśli:125Między myślami bitwa już stoczona!

Podwójmy napaść!

My podwójmy straże!Czy zła myśl wygra, czy dobra pokona:Jutro się w mowach i w dziełach pokaże;I jedna chwila tej bitwy wyrzeka130Na całe życie o losach człowieka.

Mam być wolny! — Tak! Nie wiem skąd przyszła nowina,Lecz ja znam, co być wolnym z łaski Moskwicina.Łotry, zdejmą mi tylko z rąk i nóg kajdany,Ale wtłoczą na duszę — ja będę wygnany!135Błąkać się w cudzoziemców, w nieprzyjaciół tłumie,Ja śpiéwak, — i nikt z mojéj pieśni nie zrozumieNic, — oprócz niekształtnego i marnego dźwięku.Łotry, téj jednéj broni z rąk mi nie wydarły;Ale mi ją zepsuto, przełamano w ręku;140Żywy, zostanę dla mej ojczyzny umarły,I myśl legnie zamknięta w duszy mojej cieniu,Jako dyjament w brudnym zawarty kamieniu.

Człowieku! gdybyś wiedział jaka twoja władza!Kiedy myśl w twojéj głowie, jako iskra w chmurzeZabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,I tworzy deszcz rodzajny, lub gromy i burze;155Gdybyś wiedział, że ledwie jednę myśl rozniecisz,Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,Tak czekają twej myśli — szatan i anioły:Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz;A ty, jak obłok górny ale błędny, pałasz,160I sam nie wiész gdzie lecisz, sam nie wiész co zdziałasz...Ludzie! każdy z was mógłby, samotny, więziony,Myślą i wiarą zwalać i podźwigać trony.