Koza, kózka i wilk (1915)
Sąsiadka koza, ta co to rozwódkaz rodu Ostrożanka, a tak rzeźka czołem,że umie łeb na łeb rozmówić się z wołem,i nie da lada wilku brać się do podbródka,wczoraj w las idąc zbierać na domu potrzebęrokitę czy lipią skórkęna gospodarstwie zostawiła córkę,której jest na imię Bebe.A że młodym osobom pod niebytność matkirozliczne grożą przypadki,nakazuje dziecku srogo:»Nie ruszać mi za próg nogąi nic przyjmować nikogo, nikogo...Jest tu wilk w okolicy: mam go w podejrzeniu,że zamyśla o czem brzydkiem.Pilnujże drzwi aż wrócę i dam znak kopytkiem,wołając cię po imieniu:Bebe!... Lepiej, że zgrzeszym ostrożności zbytkiem,niż gdyby miało być przysłowiem trzodzie:Mądra koza po szkodzie«.O wilku mówiono w izbie,a wilk tuż siedział na przyzbie.Podsłuchał. Matka z domu, a on wnet do córki:stuk i puk we drzwi komórki.Wilk zwykle wyciem łaje albo grozi,lecz gdy prosić ma potrzebęnieźle udaje śpiew kozi...Więc jako mógł najkoziej odezwał się »Bebe!otwórz!« A Kózka na to: »Przepraszam, nie można,mamy niemasz, jestem sama«.On znowu: »Bebe, otwórz, to ja, mama«.Na to znów kózka ostrożna:
»Głos wprawdzie matczyn, ale czyś ty matkajak mogę wiedzieć, gdy zamknięta klatka.Podejdź-że tu i przez to pod progiem korytkopokaż mi na znak kopytko«...Wilk odszedł, klnąc Bebe i mać jej z ruska brzydko.
Ta bajka jest po całym świecie znana z treści,lecz, żeby ją dać poznać polskiej płci niewieściej,udawajmy, że wzięta z francuskiej powieści.